Skip to main content

Full text of "Filozofia"

See other formats


1 



METAFIZYKA ZYCIA I SMIERCI 

Artur Schopenhauer 

PRZYCZYNEK DO NA UKI O NIEZNISZCZALNOSCI 
NASZEJ PRA WDZIWIEJ ISTOTY PRZEZ SMIERC 

Choc temat ten omowilem juz w sposob spojny i szczegolowy w swym glownym dziele, saxlzQ 
jednak, iz "skromne pokiosie rozproszonych rozwazah w tym zakresie nie b^dzie dla niejednego 
czytelnika bez wartosci. 

Trzeba tylko przeczytac Seline Jcana Paula, aby Stwierdzic, jak nader wybitny umysl zmaga si$ z 
narzucaja^cymi mu si$ absurdalnosciami pewnego falszywego poj^cia, z ktorego nie chce 
zrezygnowac, gdyz si$ don przywia^zywal, wciaz, jednak nejtaja^ go przy tym niedorzecznosci, 
ktorych nie moze strawic. Jest to poj^cie dalszego indywidualnego istnienia naszej calej osobowej 
swiadomosci po smierci. Wlasnie owe zmagania si$ i walki Jcana Paula dowodza^, ze tego rodzaju 
poj^cia - zestawione z prawdy i falszu - nie sa_, jak siQ twierdzi, zbawczymi bl^dami, lecz sa^ raczej 
czyms zdecydowanie szkodliwym. Nie tylko bowiem uniemozliwia siq - przez falszywe 
przeciwiehstwo duszy i ciala, jak i podniesienie calej osobowosci do rangi rzeczy w sobie, ktora ma 
wiecznie istniec - prawdziwe, 3olcgaja^cc na opozycji mi^dzy zjawiskiem a rzeczy w sobie poznanie 
niezniszczalnosci naszej wlasciwej istoty ja - nietkniqtej przez czas, przyczynowosc i zmianQ, lecz 
nadto owo falszywe pojexie nie da siQ nawet utrzymac jako namiastka prawdy; rozum bowiem 
buntuje si$ wciaz od nowa przeciw tkwia^cemu w tym absurdowi, ale wraz z nim musi siQ takze 
wyrzec wtopionej wen amaigamicznie prawdy, Ta bowiem moze na dalsza^ metQ istniec tylko w 
swej czystosci: przyprawiona ble^dami, staje siQ uczestnikiem ich watiosci, lak jak granit kruszeje 
wraz ze zwietrzeniem skalenia, choc kwarc i lyszczyk nie ulegaja^ takiemu zwietrzeniu. Zle wie^c 
rzecz siQ ma z surogatami prawdy. 

Jesli w codziennych kontaktach zostaniemy zagadnie^ci przez jednego z wielu ludzi, ktorzy 
wszystko chcieliby wiedziec, niczego jednak nie chca^ si$ uczyc, o dalsze istnienie po smierci, 
najstosowniejsza^ a takze najwlasciwsza^ na razie odpowiedzia^ b^dzie stwierdzenie: „Po swej smierci 
b^dziesz tym, czym byles przed swym urodzeniem". Odpowiedz la implikuje bowiem przewrotnosc 
roszczenia, by ten rodzaj istnienia, ktory ma poczatek, trwal bez kohca; nadto zas zawiera aluzje, ze 
moze bye dwojaka egzystencja i - odpowiednio - dwojaka nicosc. Zarazem jednak mozna by 
odpowiedziec: „Czymkolwiek b^dziesz po swej smierci - chocby to byla nicosc - stanic si$ dla 
ciebie rownie naturalne i stosowne, jak naturalny i stosowny jest teraz dla ciebie jednostkowy byt 
organiczny; a wie^c musialbys siQ co najwyzej lejcac chwili przejscia. Ba, poniewaz dojrzale 
rozwazanie sprawy owocuje przekonaniem, iz nad takie istnienie, jak nasze, nalezaloby przekladac 
calkowity niebyt, to mysl o usianiu naszej egzystencji, lub o czasie, gdy nas juz nie b^dzie, moze 
nas - rozsaxlnie biora^c - rownie malo smucic, jak mysl, ze nigdy dotard nie istnielismy. Skoro zas 
empiryczne "istnienie jest w istocie osobowe, to i kresu osobowosci nie mozna uwazac za jaka^s 
strafe?". 

„ Temu natomiast, kto - na obiektywnej i empirycznej drodze - podazalby za pozornie zasadnym 
watkiem materialistycznym, i - ogarni^ty trwoga, z powodu calkowitej .zaglady przez zagladajaxa^ 
mu w oczy smierc - zwrocilby 'siQ do nas, przynieslibysmy bye moze najprosciej i w zgodzie z jego 
emiprycznym pogla^dem ukojenie, wykazujac mu dobitnie roznicQ mie^dzy materia^ a bioraxa^ ja^ 
przejsciowo w posiadanie metafizyczna^ niezmiennie sila^ np. w ptasim jaju, ktorego lak jednorodna, 
bezksztaltna plynnosc, skoro tylko przyla^czy siQ odpowiednia temperatura, przybiera tak 



2 



skomplikowana^ i scisle okreslona^ postac rodzaju i gatunku danego ptaka- Jest to wszakze ponieka^d 
gatunkowa generalia aequivoca: jest nader prawdopodobne, iz dlatego, ze niegdys - w pradawnych 
czasach i w szczesliwym momencie - przeskoczyla ona od typu ;: zwierze^cia, do ktorego nalezalo 
jajo, do jakiegos wyzszego typu, powstal wznosza^cy siq szereg form zwierz^cych. (; W kazdym 
razie zaznacza siq tu najdobitniej cos roznego , od materii, zwlaszcza ze przy najmniejszej 
niekorzystnej okolicznosci 6w rozny element nie wystejjuje. Odczuwalne jest tym samym, iz po 
spelnionej, lub pozniej udaremnionej dzialalnosci, moze on lez rownie nietkniejy od materii 
odstajric; wskazuje to na calkiem odmienna^permanencjQ niz trwanie materii w czasie. 

Gdy wyobrazimy sobie jaka^s istotq, ktora by wszystko znala, rozumiala i przewidywala, to pytanie 
o nasze dalsze istnienie po smierci nie mialoby prawdopodobnie dla niej zadnego zgola sensu; poza 
bowiem naszym obecnym doczesnym istnieniem jednostkowym, dalsze trwanie i ustawanie nie 
mialyby juz zadnego znaczenia, i bylyby nieodroznialnymi poje^ciami. Odpowiednio tez do naszej 
wlasciwej i prawdziwej istoty, czyli prezentuja^cej siQ w naszym zjawisku rzeczy w sobie, nic mialyby 
zastosowania ani pojexie zaglady, ani tez pojexie dalszego istnienia, te bowiem sa^ zapozyczone z 
czasu, ktory jest po prostu forma zjawiska. - Tymczasem zas mozemy sobie wyobrazic 
niezniszczalnosc owego rdzenia naszego zjawiska tylko jako jego (rdzenia) dalsze istnienie, i to 
wlasciwie na wzor materii, ktora - wsrod wszelkich zmian form - trwa w czasie. - Jesli odmowimy mu 
tego dalszego istnienia, to uznamy nasz doczesny kres za zaglady, na wzor formy, ktora znika, gdy 
odbierzemy jej materia, b^da^ca jej nosnikiem. Jedno i drugie Jest wszakze metabasis eis alio genos, 
mianowicie przeniesieniem form zjawiska na rzecz w sobie- O niezniszczalnosci jednak, ktora nic 
bylaby dalszym istnieniem, nie mozemy sobie wyrobic abstrakcyjnego chocby poj^cia, braknie nam 
bowiem dla jego poparcia jakichkolwiek danych naocznych. 

NaprawdQ jednak to stale powstawanie nowych istot i gini^cie istnieja^cych trzeba uznac za iluzje 
wywolana^ przez aparat dwu oszlifowanych szkiel (funkcji mozgowych), przez ktore jedynie mozemy 
cos ogla^dac; zwa^ siq one przestrzenia^ i czasem, a w ich wzajemnym przenikaniu - przyczynowoscia^. 
Wszystko bowiem, co w tych warunkach postrzegamy, jest zwyklym zjawiskiem; nic poznajemy zas 
rzeczy takimi, jakie one same w sobie; tj. niezaleznie od naszego postrzegania, moga^ bye. Jest to 
wlasciwie rdzen kaniowskiej filozofii; o niej to i jej myslowej zawartosci nigdy za czesto 
przypominac, po okresie, gdy sprzedajna szarlataneria - wskutek swych oglupiaja^cych zabiegow - 
przep^dzila filozofiQ z Niemiec, przy ochoczej pomocy ludzi, dla ktorych prawda i duch sa^ 
najobojQtniejszymi na swiecie rzeczami, natomiast pensja i honorarium - najwazniejszymi. 

Na mocy formy poznawczej: czasu, czlowiek (tj. afirmacja woli zycia na tej [afirmacji] najwyzszym 
stopniu obiektywizacji) przedstawia siq jako rodzaj stale od nowa rodza^cych siq i potem umieraja^cych 
ludzi. 

Owo jestestwo, ktore przy smierci jednostki pozostaje niezaklocone, nic ma za form$ czasu i 
przestrzeni: ale wszystko dla nas realne jawi siq w czasie i przestrzeni; stad tez smierc przedstawia 
si^ nam jako zniszczenie. 

Jak mozna wie^c na widok smierci, jakiegos czlowieka - mniemac, iz tu rzecz w sobie obraca siq w 
nicosc? Bezposrednie intuitywne poznanie podpowiada kazdemu, ze to raczej tylko zjawisko w czasie, 
lej formie wszelkich zjawisk, znajduje swoj kres, rzecz zas w sobie jest przez to nienaruszona; sta^d 
starano siq zawsze wyrazic to poczucie w najrozniejszych formach i zwrotach. Wszystkie one jednak - 
wywiedzione ze zjawiska - odnosza^ si$ w swym wlasciwym sensie tylko do niego. Kazdy czuje, ze 
jest czyms innym niz stworzona^ niegdys przez kogos innego z nicosci istoty. Rodzi siq w nim wskutek 
tego ufnosc, iz smierc moze wprawdzie polozyc kres jego zyciu, lecz nie jego jestestwu. 



3 



Czlowiek jest czyms innym niz ozywion^ nicosciaj i zwierzq takze. Kto wobec tego sa^dzi, ze jego 
byt ogranicza si^ do jego obecnego zycia, uwaza si^ za ozywiona^ nicosc: gdyz przed 30 laty byl 
niczym, i za 30 lat be^dzie znow niczym. 

Im dobitniej uswiadamiamy sobie kruchosc, nicosc 1 zakrawaja^cy na marzenie senne status 
wszystkich rzeczy, tym wyrazniej jestesmy tez swiadomi wiecznosci swej wlasnej wewnejrznej istoty. 
Wlasciwie bowiem tylko w opozycji do niej poznaje siQ 6w status rzeczy; lak jak -szybkie ph/ni^cie 
statku postrzegamy tylko w odniesieniu do staiego la^du, nie zas patrza^c w sam statek. 

Terazniejszosc ma dwie polowki: obiektywnq i subiektywnq. Jedynie ta obiektywna ma za formQ 
wyobrazenie czasu i toczy siQ przeto niepowstrzymanie dalej; subiektywna trwa nieporuszona i jest 
zatem wciaz ta sama. Stad zywy w naszej pami^ci obraz dawno minionych dni, stad tez swiadomosc 
naszej nieprzemijalnosci, mimo uznania przelotnosci naszego istnienia. 

Z mego pocza^tkowego zdania: „Die Welt ist meine Vorstellung" wynika w pierwszym rz^dzie: 
„Najpierw jestem ja, potem zas swiat". Trzeba to w sobie dobrze ugruntowac, jako antidotum na 
pomieszanie smierci z zaglada. 

Kazdy se^dzi, ze jego najwQwneJxzniejszy rdzen jest czyms, co zawiera terazniejszosc i siQ z nie 
obnosi. 

Kiedykolwiek bysmy zyli, zawsze stoimy ze swa^ swiadomoscia^ w centrum czasu, nigdy w jego 
punktach koncowych; moglibysmy z lego wnosic, iz kazdy nosi w sobie nieporuszony punkt 
srodkowy calego nieskonczonego czasu. I to daje mu w gruncie rzeczy ufnosc, z ktora zyje z dnia na 
dzien bez odczuwania staiego dreszczu smierci. Kto jednak, wskutek intensywnosci swych 
wspomnien i imaginacji, moze sobie jaskrawo uprzytomnic dawno minione epizody wlasnego zywota, 
ten staje si$ - wyrazniej niz inni - swiadomy tozsamosci «teraz» we wszelkim czasie. Bye moze zdanie 
to jest nawet bardziej prawomocne na odwrot. W kazdym jednak razie taka wyrazniejsza swiadomosc 
tozsamosci wszelkiego «teraz» jest istotnym warunkiem uzdolnien filozoficznych. Za jej pomoca^ 
ujmuje siQ to, co najbardziej przelotne, jako jedynie trwaja^ce. Kto wie^c w taki intuicyjny sposob 
dostrzega, ze terazniejszosc, b^da^ca przeciez jedyna^ forma^ wszelkiej realnosci w najscislejszym 
sensie, ma swe zrodlo w nas, a zatem wyplywa z wewnafrz, nie zas z zewna^trz, ten nic moze wajpic o 
niezniszczalnosci swej wlasnej istoty. Pojmie raczej, ze w chwili smierci ginie dlan wprawdzie 
obiektywny swiat, wraz z medium jego (swiata) przedstawiania, intelektem, to jednak nie nadwyr^za 
w niczym jego istnienia: tylez bowiem realnosci bylo wewnafrz, co i na zewnatrz. Powie on z pelnym 
zrozumieniem: ego eimi pan lo gegonos, kai on, kai esomenon (zob. Stob. Floril. Tit. 44, 42; t. 2, s. 
201). 

Kto si$ na to wszystko nie godzi, musi twierdzic cos przeciwnego w rodzaju: „czas jest czyms 
czysto obiektywnym i realnym, istnieja^cym calkiem niezaleznie ode mnie. Jestem wen wrzucony tylko 
przypadkowo, zawladnalem malajego cza^stka^ i tym samym osia_gnalem pewna^ przemijajaxa^ realnosc - 
lak jak przede mna^tysia^ce innych, ktorzy juz sa^ nicoscia^, i takze ja wkrotce obrocQ siQ w nicosc. Czas 
natomiast, ten jest realny; biegnie dalej beze mnie". SadzQ, ze kategorycznosc tej wypowiedzi daje 
nam odczuc zupelna^ opacznosc, a nawet absurdalnosc tej opinii. 

Stosownie do tego, zycie mozna w istocie uwazac za marzenie senne, smierc zas za przebudzenie. 
Wtedy jednak osobowosc, indywiduum przynalezQ do snia^cej, nie zas czuwaja^cej swiadomosci; 
dlatego lei smierc jawi siQ jednostce jako zaglada. W kazdym ba^dz razie nie mozna jej (smierci) z 
tego punktu widzenia uwazac za przejscie do stanu dla nas calkiem nowego i obcego, lecz raczej za 
powrot do najbardziej nam wlasnego, pierwotnego sianu, ktorego krotkim tylko epizodem bylo zycic. 

Gdyby tymczasem jakis filozof przypadkiem mniemal, iz umieraja^c znajdzie jemu tylko wlasciwa^ 
pociechQ - w kazdym zas razie odwrocenie uwagi - w tym, ze wyjasni mu siQ wtedy jakis problem, 
ktory go czesto zaprza^tal, to b^dzie najpewniej podobny do kogos, komu - gdy chce wlasnie znalezc 



4 



poszukiwana^ rzecz - zgasla latarnia. W smierci bowiem przepada wprawdzie swiadomosc, zadna^ 
natomiast miara^ to, co dotard swiadomosc wylonila. Swiadomosc mianowicie polega przede wszystkim 
na intelekcie, len zas na procesie fizjologicznym. Jest on bowiem najwyrazniej funkcja^ mozgu i sta^d 
jest uwarunkowany wspoldzialaniem systemu nerwowego i naczyniowego; scislej, to przez karmiony, 
ozywiany i ustawicznie pobudzany od serca mozg, przez jego misterna^ i tajemnicza^ strukturQ - ktora^ 
opisuje anatomia, lecz ktorej nic rozumie fizjologia - urzeczywistnia si^ fenomen obiektywnego swiata 
i mechanizm naszego myslenia. Indywidualna swiadomosc, a wiex w ogole swiadomosc, nie daje siQ 
pomyslec w istocie niecielesnej; warunkiem bowiem kazdej swiadomosci jest poznanie, b^da^ce z 
koniecznosci funkcja^ mozgu - poniewaz intelekt przedstawia siQ wlasnie obiektywnie jako mozg. 
Podobnie wie^c jak intelekt - fizjologicznie, a zatem w realnosci emiprycznej, tj. w zjawisku - 
wystQpuje jako cos wtornego, rezultat procesu zyciowego, tak tez i psychologicznie jest on czyms 
wtornym, w przeciwienstwie do woli, ktora to jedynie jest elementem rdzennym wsze^dzie 
pierwotnym. Juz przeciez sam organizm jest wlasciwie tylko jawia^ca^ si$ naocznie i obiektywnie - a 
wiqc w formach przestrzeni i czasu -w mozgu wola^ jak to nieraz objasnialem, zwlaszcza w Uber den 
Willen m der Natur oraz w swym glownym dziele, t. II, rozdz. 20. Skoro wie^c swiadomosc nie jest 
przywiazana bezposrednio do woli, lecz jest uwarunkowana przez intelekt, ten zas przez organizm, to 
nie ulega wa^tpliwosci, ze wskutek smierci swiadomosc wygasa - jak chocby juz wskutek snu i 
kazdego omdlenia. Ale ba^dzmy dobrej mysli! Coz to bowiem za swiadomosc? - cerebralna, animalna, 
zwierzQca o nieco wyzszej potencjalnosci, skoro dzielimy ja^ w istocie z calym szeregiem zwierzaj:, 
jakkolwiek w nas osia_ga swoj punkt szczytowy. Jest ona - jak dostatecznie wykazalem - co do swego 
celu i pochodzenia zwyklym mechane natury, srodkiem pomocniczym w zaspokajaniu potrzeb 
zwierzQcych. Stan natomiast, w ktory przenosi nas z powrotem smierc, jest naszym stanem 
pierwotnym, tj. samowlasnym stanem istoty, ktorej prasila przedstawia siQ w wytwarzaniu i za- 
chowywaniu ustajaxego teraz zycia. Jest to mianowicie stan rzeczy w sobie, w przeciwienstwie do 
zjawiska. W tym to stanic pierwotnym calkowicie zbe^dny jest, bez wa^tpienia, laki srodek zastejtczy, 
jak cerebralne, w najwyzszym stopniu posrednie i wlasnie dlatego dostarczaja^ce samych tylko zjawisk 
poznanie; sta^d tez je tracimy. Jego odpadniecie zbiega siQ ustaniem dla nas swiata zjawiskowego, 
ktorego bylo zwyklym medium; a poznanie to nie moze sluzyc do niczego innego. Gdyby w tym 
naszym pierwotnym stanie zaoferowano nam nawet zachowanie owej zwierz^cej swiadomosci, 
odrzucilibysmy ja, tak jak uzdrowiony chromy odrzuca kule. Tego wie^c, kto oplakuje bliska^ utratQ tej 
cerebralnej, tylko zjawiskowej i obliczonej na zjawiska swiadomosci, mozna porownac z grenlan- 
dzkimi konwerlytami, ktorzy nie chcieli siQ dostac do nieba, gdy dowiedzieli siQ, ze nic ma tarn fok. 

Ponadto wszystko tu powiedziane polega na zalozeniu, ze my nie mozemy przeciez wyobrazic 
sobie nie bezswiadomego stanu inaczej niz jako stan poznajqcy, a przeto nosza^cy w sobie podstawowa^ 
formQ wszelkiego poznaniu. rozpad na podmiot i przedmiot, na poznawcQ i poznawane, Musimy 
jednak zwazyc, iz cala ta forma poznawania i bycia poznawanym jest uwarunkowana po prostu przez 
nasza^ zwierz^ca, a wiex nader wtorna^ i pochodna^ nature^, nie jest zatem bynajmniej pierwotnym 
sianem jakiejkolwiek istoty i jakiegokolwiek bytu, ktory (stan) moze przeto bye calkiem odmienny, a 
jednak nie bezswiadomy, Przeciez nawet nasza wlasna, obecna istota, o ile mozemy je wysledzic w jej 
glej)i, jest sama^ tylko wolq, la zas sama w sobie jest juz bezpoznaniowa. Gdy wie^c przez smierc 
tracimy intelekt, to zostajemy przez to tylko przeniesieni w pierwotny stan bezpoznaniowy, ktory 
jednak nie b^dzie z tej racji po prostu bezswiadomy lecz raczej b^dzie stal ponad owa^ forma^ - stan, w 
ktorym odpada przeciwienstwo podmiotu i przedmiotu; tu bowiem poznawana rzecz stanowilaby 
rzeczy wiscie bezposrednio jednosc z samym poznawcaj brakuje wie^c podstawowego warunku 
wszelkiego poznania (wlasnie owego przeciwienstwa). Mozna z tym - tytulem wyjasnienia - porownac 
Welt als Wille und Yorsieilung, (t. II, rozdz. 41). Za inny wyraz tamze i tu wypowiedzianej tezy trzeba 



5 



uznac sentencj^ J. Brunusa (red. Wagner, t. I, s. 287); La divina mente, e la unita assoluta, sema 
specie alcuna e ella medesimo lo che intende, elo ch' e inteso. 

Takze w najskrytszej glejri - bye moze kazdego czlowieka - da siq niekiedy wysledzic swiadomosc, 
iz przysluguje mu jednak i jest dlan odpowiedni calkiem inny rodzaj egzystencji niz to lak 
niewymownie liche, doczesne, jednostkowe, wypelnione samymi tylko niedolami istnienie; przy czym 
mniema on, ze do owej egzystencji moze go przywiesc na powrot smierc. 

Jesli teraz - w przeciwienstwie do tego skierowanego do wewnqtrz, trybu rozwazan - spojrzawszy 
znowu na zewnqtrz. i calkiem obiektywnie ujmiemy jawia^cy siQ nam swiat, to smierc wyda siq nam w 
istocie przejsciem w nicosc; ale i narodziny be^da^ w takim razie wyjsciem z nicosci. Tak jedno, jak i 
drugie nie moze jednak bezwarunkowo bye prawda^, ma bowiem tylko realnosc zjawiskowa^. Takze i 
to, ze mielibysmy w jakims sensie przerwac smierc, nie jest jeszcze wcale wi^kszym cudem niz cud 
plodzenia, ktory codziennie mamy przed oczyma. To, co umiera, idzie lam, ska^d wywodzi si$ 
wszelkie zycie, takze i jego. W tym sensie Egipcjanie zwali Orkusa Amentes, co wedlug Plularcha (de 
Is. et Osir., c. 29) oznacza ho lambanon kai didous, „Biora^cy i Daja^cy", dla wyrazenia, iz jest on tym 
samym zrodlem, do ktorego wszystko po- wraca i z ktorego wszystko wyplywa. Z tego punktu wi- 
dzenia trzeba by uznac nasze zycic za zacia_gniej;e od smierci pozyczkej sen bylby wtedy splata^ 
codziennej odsetki od tej pozyczki. Smierc jawi si$ wprost jako koniec indywiduum, ale w 
indywiduum tym tkwi zawiazek nowej istoty. Odpowiednio wiex nic nie umiera na zawsze z tego 
wszystkiego, co tu umiera; ale i nic z tego, co siq rodzi, nic otrzymuje nowego z gruntu istnienia. 
Umieraja^cy ginie: pozostaje jednak zawiazek, z ktorego wywodzi si^ nowa istota, ktora teraz 
przychodzi na swiat, nie wiedzax ska^d przychodzi i dlaczego jest wlasnie taka, jaka jest. Jest to 
tajemnica pahngenczy; za komentarz do niej mozna uwazac 41 rozdzial drugiego tomu mego 
glownego dziela- Staje si$ przeto dla nas jasne, ze wszystkie w tej chwili zyja^ce istoty zawieraja^ 
wlasciwy rdzen wszelkich maja^cych zyc w przyszlosci istot - te ostatnie wie^c w pewnym sensie juz 
istnieja^. Podobnie tez kazde stoja^ce przed nami w pelnym zyciowym rozkwicie zwierzQ wydaje siQ 
wolac: „Czemu ubolewasz nad nietrwaloscia^ istot zyja^cych? Jak moglbym tu istniec, gdyby wszystkie 
istoty mego gatunku, ktore przede mna^ byly, nie pomarly?" Jakkolwiek czesto wie^c zmieniaja^ siq na 
scenie swiata sztuki i maski, to przeciez aktorzy pozostaje w tym wszystkim ci sami. Siedzimy 
wespol, mowimy i denerwujemy siq nawzajem, oczy nam swieca, i glosy rozbrzmiewajaj i dokladnie 
tak siedzieli przed tysiaxem lat inni. Dzialo si$ to samo, i byli to ci sami ludzie; i lak tez wlasnie 
be^dzie za tysia^c lal. Urza^dzeniem, moca, ktorego sobie tego nie uprzytamniamy, jest czas. 

Mozna by calkiem slusznie rozroznic metampsychoza, jako przejscie calej tzw. duszy w jakies inne 
cialo, i paiinenezq, jako rozpad i utworzenie na nowo indywiduum, przy czym trwa tylko jego wola, 
ktora przyjmuja^c postac jakiejs nowej istoty otrzymuje nowy intelekt. Indywiduum wie^c rozpada si^ 
niczym obojejna sol, ktorej zasada wiaze siQ potem z innym kwasem w jakai nowa^ sol. Roznica 
mie^dzy metampsychoza a palingenezq, przyjmowana przez Serviusza, komentatora Wergilego i 
zaprezentowana pokrotce w Wernsdorffii dissertai. de metempsychosi s. 48, jest jawnie falszywa i 
niewazna. 

Z Mamai of Buddhism Spcncc'a Hardy'ego (s. 394-96; por. takze s. 429, 440 i 445 tejze ksiajzki), 
jak i z pracy Sangermano Burmese empire, s. 6 oraz z periodyku Asial researches, t. 6, s. 179, i t. 9, s. 
256, wynika, ze w buddyzmiq istnieje w odniesieniu do dalszego trwania po smierci doktryna 
egzoteryczna i ezoteryczna; pierwszajest wlasnie metampsychoza, jak np. w braminizmie, druga^ zas 
o wiele trudniej zrozumiala palingencza, ktora pozostaje w wielkiej zgodnosci z ma^ nauka^ o 
metafizycznym statusie woli, przy fizycznej jedynie jakosci i odpowiedniej nietrwalosci intelektu. 
Palingenesia wystQpuje juz w Nowym Testamencie. 

Jesli wszakze, aby glejriej wnikna^c w tajemnicQ palingenczy, przyzwiemy tu jeszcze na pomoc 43 
rozdzial drugiego tomu mego glownego dziela, to rzecz owa - przy blizszym rozwazeniu - bejizie w 
naszych oczach wygla^dala tak, iz przez caly czas plec meska jest depozytorem woli, zenska zas 



6 



depozytorem intelektu rodzaju ludzkiego, przez co ten ostatni zachowuje nieprzerwana, cia_glosc. 
Stosownie wie,c kazdy ma w sobie pierwiastek ojcowski i matczyny; i podobnie jak ulegly one 
pola,czeniu przez akt plodzenia, tak tez ulegna, rozkladowi wskutek smierci, ktora jest przeto koncem 
indywiduum, 1 wlasnie smierc tego indywiduum tak bardzo oplakujemy, w poczuciu, ze istotnie ono 
ginie, bylo bowiem zwyklym zla,czeniem, ktore bezpowrotnie sie, konczy. - Nie wolno nam jednak 
przy tym wszystkim zapomniec, iz, dziedziczenie intelektu po matce nie jest lak bezwarunkowe i 
zdecydowano, Jak dziedziczenie woli po ojcu, a to wskutek wtornej i czysto fizycznej natury intelektu 
i jego calkowitej zaleznosci od organizmu - nic tylko odnosnie do mozgu, lecz i w inny sposob, jak to 
dokladniej rozwinalem we wzmiankowym rozdziale. - Wspomnijmy tu jeszcze nawiasem, iz istnieje 
mie,dzy mna, a Platonem zbieznosc o tyle, ze i on rozroznia smiertelna i niesmiertelna, czesc w swej 
tzw. duszy; 

ale popada on w diametralna sprzecznosc ze mna, i 7. prawda, uwazaja^c - wzorem wszystkich mych 
filozoficznych poprzednikow - intelekt za niesmiertelny, wole, natomiast, tj. siedlisko za,dz i 
namiejuosci, za smiertelna, czqsc - jak mozna siq przekonac z Timaiosa (s. 386, 387 i 395, red. Bip.). 
To samo stwierdza Arystoteles 5 , jakkolwiek by element fizyczny - przez plodzenie i smierc, wraz z 
widomym zlozeniem jednostek z woli i intelektu oraz ich pozniejszym rozkladem - osobliwie i 
zastanawiaja^ce wladal, to jednak tkwia^cy u jego podstaw element metafizyczny jest lak heterogenna, 
istnoscia^ ze nic jest przez to wcale dotkniejy; tak ze mozemy bye dobrej mysli. 

Mozna przeto rozwazac kazdego czlowieka z dwu przeciwstawnych punktow widzenia: z jednego 
jest on zaczynaja^cym sie, i koncza^cym w czasie, przelotnym indywiduum, skias onar, obarczonym 
powaznie nadto ble,dami i cierpieniami; z drugiego zas jest niezniszczalna, praistota,, ktora 
obiektywizuje sie, we wszystkim, co istnieje, i moze jako taka rzec, niczym podobizna Izydy w Sais: 
ego eimipan peponos, kai on, kai esomenon. - Oczywiscie istota laka moglaby czynic cos lepszego niz 
przedstawiac sie, w swiecie takim, jaki jest. Jest to bowiem swiat skonczonosci, cierpienia i smierci. 
Wszystko, co w nim i zen jest, musi sie, skonczyc i umrzec. Jedynie to, co zen nie jest i nie chce zen 
bye, wstrza^sa nim przemoznie jak blyskawica, ktora uderza ku gorze, i nic zna wtedy ani czasu, ani 
smierci. - Pogodzenie wszystkich tych sprzecznosci - to wlasciwy temat filozofii. 

Wiara, ze zycie jest powiescia,, ktorej - niczym Schillerowskiemu Geisferseher - brak dalszego 
ci^gu, poniewaz czesto - tak jak Sentimental Journey Sterne'a - urywa sie, w srodku akcji, jest pod 
wzgle,dem estetycznym, jak i moralnym, idea, calkiem niestrawna,. 

Dla nas smierc jest i pozostaje czyms negatywnym -usianiem zycia; musi ona jednak miec tez 
strong pozytywna,, ktora pozostaje przed nami ukryta, intelekt nasz bowiem jest calkowicie niezdolny 
jej pojaA Sta,d tez poznajemy wprawdzie, co tracimy przez smierc, ale nie poznajemy, co przez nia, 
zyskujemy! 

Gdybysmy wlasna, istote, na wskros - az po najskrytsze wnejrze - calkowicie rozpoznali, 
smiesznoscia, zdaloby siq nam za^danie nieprzemijalnosci indywiduum; znaczyloby to bowiem, iz 
wyrzekamy siej samej lej istoty na rzecz jednej z jej niezliczonych manifestacji - przeblyskow. 
Zadna jednostka nic nadaje sie, do wiecznego trwania; ginie bowiem w smierci. Nic jednak przy tym 
nie tracimy, gdyz u podstaw indywidualnego jestestwa tkwi calkiem inna istota, ktorej manifestacja, 
owe jestestwo jest. Nie zna ona czasu, a wiex i dalszego istnienia, ani tez zaglady. 

Utrata intelektu, doznawana wskutek smierci przez wolq, ktora stanowi rdzeh ginaxego tu zjawiska 
i jest jako rzecz w sobie niezniszczalna - jest Letq dla tej wlasnie indywidualnej woli; bez niej to 
przypominalaby ona sobie wiele zjawisk, ktorych rdzeniem juz byla. 

Umierajac, trzeba odrzucie swa, indywidualnosc niczym stara odziez i radowac sie, nowa, i lepsza^ 
ktora, siq teraz - po otrzymanym pouczeniu - w zamian przyjmuje. 
Gdyby sie, zarzucilo duchowi swiata A iz unicestwia jednostki po ich krotkim istnieniu, to rzeklby on: 



7 



„Przypatrz si$ im tylko, tym indywiduom, przyjrzyj sie, ich blejiom, smiesznosciom, podlosciom i 
ohydom! I im to mialbym pozwolic na zawsze istniec?" 

Do demiurga zas powiedzialbym; „Dlaczego, zamiast - w drodze nieomal cudu - tworzyc 
nieprzerwanie nowych ludzi i niszczyc juz zyja^cych, nic poprzestaniesz raz na zawsze na istnieja^cych i 
nie pozwolisz im trwac po wieczne czasy?" 

On zas prawdopodobnie odpowiedzialby: „Oni sami przeciez chca, tworzyc wciaz nowe, a wi^c 
muszQ troszczyc sie, o miejsce. Ba, gdyby nie to! - Choc - mowia^c mie^dzy nami - taki wiecznie zyja^cy 
i tak siq prowadza^cy rod ludzki, bez innego zgola celu niz len, by wiesc takie wiasnie istnienie, bylby 
obiektywnie biora^c smieszny, subiektywnie zas nudny - o wicie bardziej niz mozesz to sobie 
wyobrazic. Przedstaw to tylko sobie!" Ja zas rzeklbym: „C6z, mogliby cos na swa^rzecz przedlozyc, 
pod kazdym wzglejiem". Mata igraszka koncowa w formie dialogu: 

Trazymach: Slowem, czym be^de, po swej smierci? - Ale jasno i dokladnie! 
Filalet: Wszystkim i niczym. 

Trazymach: Masz ci los! Jako rozwiajzanie problemu -sprzecznosc. To stara sztuczka. 

Filalet: Odpowiadac stworzonym dla immanentnego poznania jejzykiem na pytania transcendentne - 
moze to w rzeczy samej prowadzic do sprzecznosci. 

Trazymach: A co nazywasz transcendentnym, co zas immanentnym poznaniem? Wprawdzie i mnie 
znane sa, - od mego profesora - te wyrazenia, ale tylko jako predykaty Pana Boga, o ktorym wyla^cznie 
- jak to wiasnie przystoi - traktowala jego filozofia. Jesli Bog tkwi wewnatez swiata, to jest 
immanentny; jesli zas tronuje gdzies na zewnata, to. jest transcendentny. - I to, jak przyznasz, jest 
jasne i zrozumiale! Tu wiemy, czego siQ trzymac. Ale twej staromodnej sztucznej mowy kaniowskiej 
nic pojmuje zaden czlowiek. Wspolczesna swiadomosc naszej doby wycofala siQ juz z tego 
wszystkiego, czy raczej tak dalece posta^pila do przodu - z metropolii nauki niemieckiej. 

Filalet (cicho, do siebie): Niemieckiej filozoficznej fanfaronady. 

Trazymach: Dziejd nieprzerwanemu szeregowi wielkich rriQzow, zwlaszcza zas wielkiemu 
Schleiermacherowi i myslowemu olbrzymowi, Heglowi - ze pozostawila to wszystko za soba^ i nie 
chce juz o tym wiedziec. - A wie^c, co z tym pocza^c? 

Filalet: Poznaniem transcendentnym jest takie, ktore wykraczaja^c poza wszelka^ mozliwosc 
doswiadczenia, stara siQ okreslic istotq rzeczy, jakimi sa^ one same w sobie. Natomiast poznaniem 
immanentnym jest takie, ktore trzyma siQ w granicach mozliwosci doswiadczenia, siad wie^c moze lez 
tylko orzekac o zjawiskach. - Ty, jako indywiduum, kohczysz siQ wraz ze swq smiercia^. Jednakze 
indywiduum nic stanowi twej prawdziwej i ostatecznej istoty, lecz jest raczej jej zwyklym 
uzewnejrznieniem; nie jest ono rzeczy w sobie, lecz tylko jej zjawiskiem, ktore prezentuje siQ w 
formie czasu i stosownie do lego ma poczatek oraz koniec. Twa najwewnejrzniejsza istota natomiast 
nic zna czasu, poczajku ani konca, ani lez ograniczeh danej indywidualnosci; stad tez nie mozna jej 
usuna^c z zadnej indywidualnosci, istnieje bowiem we wszystkich bez wyjajku. W pierwszym wie^c 
rozumieniu obracasz siQ przez smierc w nicosc; w drugim jestes i pozostajesz wszystkim. Dlatego lez 
powiedzialem, iz po swej smierci b^dziesz wszystkim i niczym. Na twe pytanie trudno udzielic w 
kilku slowach sluszniejszej odpowiedzi niz ta wiasnie, ktora zawiera w istocie rzeczy sprzecznosc; 
gdyz twe zycie przebiega w czasie, lwa niesmiertelnosc zas jest w wiecznosci. - Stad tez mozna ja, 
nazwac niezniszczalnoscia, bez dalszego istnienia, co jednak znowu owocuje sprzecznoscia,. Ale lak to 
Jest, gdy element transcendentny mamy sprowadzic do poznania immanentnego; to ostatnie doznaje tu 
pewnego rodzaju gwaltu, jest bowiem nieprawomocnie stosowane do tego, do czego nic jest 
stworzone. 

Trazymach: Posluchaj no. Bez dalszego trwania mej indywidualnosci nic dalbym grosza za tQ twa, 
cala, niesmiertelnosc. 



8 



Filalet: Bye moze pozwolisz, si$ jeszcze potargowac. Zalozmy, ze gwarantujQ ci dalsze trwanie twej 
indywidualnosci, stawiam jednak warunek, by jej ponowne przebudzenie si$ poprzedzil calkowicie 
bezswiadomy trzymiesiQCzny sen smierci. 

Trazymach: IdQ na to. 

Filaler. Poniewaz jednak w calkowicie bezswiadomym stanie nie mamy zadnej zgola miary czasu, 
to jest nam przeciez wszystko jedno, czy w trakcie naszego spoczywania w owym smiertelnym snie tu 
w swiadomym swiecie uplynejy tymczasem trzy miesia^ce czy moze dziesi^c tysi^cy lat. Tak bowiem 
jedno, jak i drugie, musimy po przebudzeniu przyjax na wiare^. Odpowiednio wie^c moze ci bye 
obojqtne, czy twa indywidualnosc zostanie ci zwrocona po trzech miesia^cach czy tez po dziesi^ciu 
tysia^cach lal. 

Trazymach: Nic da siQ w gruncie rzeczy temu zaprzeczyc. 

Filalet: Gdyby jednak - po uplywie dziesi^ciu tysi^cy lat - przypadkiem zapomniano ci^ zbudzic, to 
saxlzQ, iz skoro 6w po nader krotkim istnieniu zapadly dlugi niebyt wszedlby ci juz mocno w nalog, 
nieszczQscie nic byloby wielkie. Pewne jest jednak, iz nie moglbys z tego nic odczuwac, 1 byloby to 
calkowita^ dla ciebie pociecha, gdybys wiedzial, ze te skryte tryby, ktore nap^dzaja^ twe obecne 
zjawisko, takze za owych dziesiej; tysie^cy lat nie przestana^ nawet na chwile^ przedstawiac i poruszac 
innych tego rodzaju zjawisk 

Trazymach: To lak? I w len sposob zamierzasz pomalutku i niepostrzezenie okpic mnie z mej 
indywidualnosci? Mnie nie wywiedziesz w pole. Zastrzeglem sobie dalsze istnienie swej 
indywidualnosci, i nie moga^ mnie w tej mierze pocieszyc zadne sily nap^dowe i zjawiska. Lezy mi 
ono na sercu i nic wyrzeknQ siQ go. 

Filalet: Uwazasz wie^c chyba swe indywidualnosc za tak mila^, wyborna^ i niezrownane, ze nic 
moglaby istniec zadna od niej lepsza, totez nie chcialbys jej zamienic na jakakolwiek inna^ o ktorej by 
siQ twierdzilo, ze w niej wlasnie daloby si^ zyc lepiej i latwiej? 

Trazymach: No coz, ma indywidualnosc jest taka, jaka jest - to jestem, wlasnie ja. 
„Nie liczy siq w swiecie nic poza mnq, Gdyz Bog to Bog, a ja to ja ". 
Ja, ja, ja chcQ istniec! Na tym mi zalezy, nie zas na bycie, o ktorym trzeba mi najpierw 
argumentowac, ze jest moj. 

Filalel: Rozejrzyj siQ jednak. To, co wola: „Ja, ja, ja chce istniec", to nie sam tylko ty, lecz 
wszystko, absolutnie wszystko, co zdradza chocby slad swiadomosci. A zatem owo zyczenie w tobie 
jest wlasnie tym, co nie ma charakteru indywidualnego, lecz Jest wspolne wszystkim bez roznicy: me 
wyplywa ono z indywidualnosci, lecz w ogole z bytu, jest istotne dla wszystkiego, co istnieje; ba, jest 
tym, przez co wszystko istnieje, i jest stosownie do lego usatysfakejonowane przez byt w ogole, do 
ktorego Jedynie si$ odnosi, nie zas wyla^cznie przez jakis byt okreslony, indywidualny. Nie jest ono 
bynajmniej nakierowane na taki byt, choc ten kazdorazowo ma pozor okreslonosci, moze bowiem 
dojsc do swiadomosci nic inaczej, jak tylko w istocie indywidualnej, i dlatego zdaje siQ kazdorazowo 
odnosic jedynie do niej. Jest to wszakze zwykly pozor, do ktorego wprawdzie lgnie zasklepiona w 
swej osobnosci jednostka, lecz ktory moze bye rozproszony przez refleksjej la ostatnia wladna jest nas 
odeh uwolnic. Tym mianowicie, co tak niepohamowanie pragnie istnienia, jest tylko posrednio 
Jednostka! Bezposrednio i wlasciwie jest to wola zycia w ogole, b^da^ca we wszystkim jednym i tym 
samym. Skoro wie^c sam byt jest jej wolnym dzielem, ba, jej zwyklym odblaskiem, to nie moze jej 
umknac; ona zas jest przez byt w ogole usatysfakejonowana tymczasowo: mianowicie o tyle, o ile 
wola - wiecznie niezadowolona - moze bye usatysfakejonowana. Jednostki sa^ dla niej czyms 
jednakim; nie mowi wlasciwie o nich, choc w poj^ciu jednostki, ktora ja^ tylko bezposrednio w sobie 
slyszy, zdaje siQ o nich mowic. Powoduje to, ze wola strzeze troskliwie tego wlasnego bytu - w innym 
razie tak by siQ nie dzialo - i wlasnie przez to zabezpiecza zachowanie gatunku. Wynika z tego 
wlasnie, ze indywidualnosc nie jest doskonaloscia^ lecz ograniczeniem: sta^d pozbycie sio jej nie jest 



9 



strata, lecz raczej zyskiem. Porzuc przeto troske^, ktora zdalaby ci si$ zaiste - gdybys rozpoznal 
calkowicie i doglejmie swa^ wlasna^ istotq, mianowicie jako uniwersalna^ woIq zycia, ktora^ jestes - 
dziecinna i nader smieszna. 

Trazymach: Dziecinny i nader smieszny ty sam jestes i wszyscy filozofowie, 1 jedynie dla zartu i 
zabicia czasu taki stateczny czlowiek jak ja, wdawac siQ moze w krociutkie pogaw^dki z tego rodzaju 
gtupkami. Czekaja^miQ wazniejsze sprawy - a teraz z Bogiem! 

SUPLEMENT DO NA UKI O NICOSCI ISTNIENIA 

Nicosc ta znajduje wyraz w caiej formie istnienia, w nieskonczonosci czasu i przestrzeni wobec 
skonczonosci jednostki w nich obu; w momentalnej terazniejszosci jako jedynym sposobie bycia 
rzeczywistosci; w zaleznosci i wzglejinosci wszelkich rzeczy; w cia_glym stawaniu siq bez obecnosci 
bytu; w stalym pragnieniu bez zaspokojenia; w cia_glym hamowaniu dazenia, poprzez ktore 
(hamowanie) przebija siq zycie, poki hamowanie to nie zostanie wreszcie przezwycQzony Czas i 
przemijalnosc w nim i przezen wszystkich rzeczy jest po prostu forma, w ktorej woli zycia - ta jako 
rzecz w sobie jest nieprzemijaja^ca - objawia siq nicosc jej dazenia. - Czas jest tym, na mocy ktorego 
wszystko obraca si^ w kazdej chwili w naszych rejcach w nicosc, traca^c przez to wszelka^ prawdziwa^ 
wartosc, 

Tego, co bylo, juz nie ma istnieje ono nie bardziej jak to, czego nigdy nic bylo- Ale wszystko cu 
jest, jest juz w nastejmej chwili rzeczy byla^. Przeto najbardziej blaha terazniejszosc przesciga 
rzeczywistosciq najdonioslejsza^ przeszlosc, przez co ma siQ do tej ostatniej, jak cos do nicestwa. - 
Zaczynamy, ku swemu zdziwieniu, nagle istniec, wynurzajax si^ z niebytu niezliczonych stuleci mi- 
nionych, i po krotkim czasie zapadamy w podobny niebyt stuleci przyszlych. - To przenigdy nic moze 
bye sluszne, podpowiada .serce; nawet prosty rozsaxlek musi z tego rodzaju rozwazan wysnuc pojecie 
idealnosci czasu. Ta zas, wraz z idealnoscia^ przestrzeni, stanowi klucz do wszelkiej prawdziwej 
metafizyki, gdyz wlasnie przez nia^ (idealnosc) zyskuje siq miejsce na calkiem inny porza^dek rzeczy 
niz porza^dek natury. Stad taka wielkosc Kanta. 

Kazdemu biegowi zdarzeh naszego zycia przynalezy tylko na jedna^ chwil^ „jest"; potem juz na 
zawsze „byl". Co wieczor jestesmy ubozsi o jeden dzien. Na widok nieustajaxego przemijania tego 
krotkiego wyznaczonego nam zywota moglaby nas uja^c wscieklosc, gdyby w najskrytszej glejri naszej 
istoty nic tlila siQ tajemna swiadomosc, iz nalezy do nas nie wyczerpywalne nigdy zrodlo wiecznosci, 
z jego moznoscia^ cia_glej odnowy czasu zycia. 

Na takich jak powyzsze rozwazaniach mozna wprawdzie oprzec nauke^, ze najwiejisza^ mqdrosciq 
jest cieszenie siq terazniejszoscia^ i stawianie jej Jako celu swego zycia; jej to bowiem przyslugiwalaby 
wyla^czna realnosc, wszystko inne zas byloby zwykia^ gra^ myslowa^. Ale z rowna^ slusznoscia^ mozna by 
to nazwac najwiejisza^ glupotq: gdyz to, czego za chwilQ juz nie ma, co tak calkowicie znika jak 
marzenie senne, nie jest przenigdy warte powaznych starah. 

Istnienie nasze nie ma zadnego niewzruszonego oparcia poza umykaja^ wciaz terazniejszoscia^. 
Siad tez wypelnia je w istocie siaty ruch ku osia_gniQciu formy - bez mozliwosci spoczynku, do 
ktorego wciaz przeciez da^zymy. Podobne jest do biegu pejizaxego w dol czlowieka, ktory, gdyby 
chcial przystana^c, musialby upasc, i utrzymuje siQ na nogach jedynie dziejd nieprzerwanemu 
biegni^ciu. - Da siq ono porownac do tyczki, balansuja^cej na czubku palca, jak tez do planety, ktora 
spadlaby na swe slonce, gdyby tylko przestala pospieszac niepowstrzymanie po swej orbicie. - Tak 
wie^c niepokoj jest typem istnienia. 

W takim swiecie, gdzie niemozliwa jest jakakolwiek stabilnosc, zadna trwalosc, lecz wszystko jest 
ogarni^te bezustannym wirem zmiennosci, wszystko pe^dzi, leci i tylko dziejd stalemu stawaniu i 



10 



balansowaniu utrzymuje siq na linie - szczqsliwosc nie da siq nawet pomyslec. Nic moze 
zamieszkiwac tam, gdzie panoszy siq jedynie platonskie „cia_gle stawanie si$ bez obecnosci bytu". 
Przede wszystkim: nikt nie jest szczesliwy, lecz przez cale swe zycic dajzy do rzekomego szczescia, 
ktore rzadko osia_ga i to tylko po to, aby siq rozczarowac; z reguly jednak kazdy zawija w koncu jako 
rozbitek na polamanym statku do portu. Wtedy zas jest juz obojqtne, czy bylo sie, szczesliwym czy 
nieszczQsliwym, w zyciu, ktore skladalo siq po prostu z momentalnej terazniejszosci, a teraz siQ 
konczy. 

Tymczasem nalezy dziwic si$, jak to - w ludzkim i zwierz^cym swiecie - dwie zwykle pobudki: glod 
i pope^d plciowy, wspomagane jeszcze co najwyzej przez nudQ, wytwarzaja^ i podtrzymuja^ 6w 
przemozny, roznorodny i nieustanny ruch; one to wlasnie stanowia^ primum mobile tak 
skomplikowanej,, wprawiaja^cej barwne marionetki w ruch machiny. 

Jezeli rozwazymy cala^rzecz blizej, stwierdzimy przede wszystkim, Jak istnienie nieorganiczne jest 
w kazdej chwili nadwajlane i ostatecznie niszczone przez sily chemiczne; istnienie organiczne 
natomiast jest mozliwe tylko wskutek cia_glej przemiany materii, ktora (przemiana) wymaga 
ustawicznego dopfywu, a wie^c pomocy z zewnata. Juz przeto samo w sobie, zycie organiczne 
podobne jest do balansuja^ce] na czubku palca tyczki, ktora stale musi bye w ruchu; jest zatem cia_glym 
byciem w potrzebie, wciaz odnawiaja^cym si$ brakiem i nie kohczaxa^ siq niedola^. Jednakze dopiero za 
posrednictwem tego organicznego zycia mozliwa jest swiadomosc. - To wszystko przeto stanowi byt 
skonczony; jako jego przeciwienstwo nalezaloby pomyslec byl nieskonczony, ani nie narazony na 
napasc 6 z zewnatez, ani tez nie wymagaja^cy zewnejrznej pomocy, i sta^d aei hosaulos on, w wiecznym 
spoczynku, lite gignomenon, ute apollymenon, wyzbyty zmiany, czasu, wielosci i roznorodnosci; 
ktorego negatywne poznanie jest przewodnim motywem filozofii Platona. Taki byt musi bye tym, do 
czego toruje drogQ zaprzeczenie woli zycia. 

Sceny naszego zycia podobne sa^ do obrazkow w masywnej mozaice, ktore z bliska nie robia^ 
wrazenia; trzeba stance od nich z dala, aby ocenic ich piejmo. Sta^d tez osia_gna^c cos upragnionego 
znaczy to wykryc, iz to tylko marnosc - zyjemy wiex zawsze w oczekiwaniu czegos lepszego, i to 
czQSto zarazem w pelnej zalu tesknocie za minionym. Rzeczy terazniejsze natomiast przyjmujemy w 
poczuciu tymczasowosci, uwazaja^c je za nic innego, jak tylko drogQ do celu. Dlatego to ludzie, 
spogla^daja^c u kresu swych dni wstecz stwierdzaja^ zazwyczaj, ze cale ich zycie upfynelo pod znakiem 
ad inierini, i ze zdziwieniem widza^ iz to, co na ich oczach przechodzilo tak nie docenione i mdle, 
stanowilo wlasnie ich zycic - bylo tym wlasnie, w czego oczekiwaniu zyli. I tak z reguly przebiega 
ludzkie zycic - czlowiek, mamiony nadzieja^ pla^sa wprost w obj^cia smierci. 

Nadto zas jeszcze ta nienasyconosc indywidualnej woli, na mocy ktorej (nienasyconosci) kazde 
zaspokojenie rodzi nowe pragnienie, tak ze atrybutywne poza^danie ~ wiecznie niezaspokojone - idzie 
w nieskohczonosc! Polega ona jednak w gruncie rzeczy na tym, ze wola, wzi^ta sama w sobie - jest 
wladca^ swiatow, do ktorego wszystko nalezy i ktoremu przeto moglaby zadoscuczynic tylko calosc, 
ktora jest nieskohczona, nigdy zas jakas czqsc. - Jakaz tymczasem litosc musi budzic w nas 
rozwazanie, jak znikoma cza^stka staje siq udzialem tego Wladcy swiata, w jego indywidualnym 
zjawisku: przewaznie tylko tyle, ile wystarcza, by zachowac indywidualne cialo. Sta^d jego gl^boka 
bolesc. 

W obecnym niemocnym duchowo i odznaczaja^cym siq kultem wszelkiego rodzaju zla okresie - 
ktory okresla siebie calkiem stosownie sfabrykowanym na wlasny uzytek, tak pretensjonalnym, Jak i 
kakofonicznym slowem „terazniejszosc" („Jelztzeit"), jak gdyby jego „teraz" („Jetzt") bylo „Teraz" 
kaf eksochen, „Teraz", ktorego przyblizenie bylo jedyna, racja^ istnienia wszelkich innych „teraz" - 
nawet panteisci nic wahaja^ siQ orzec, iz zycie jest (jak to nazywajaj „celem samym w sobie". - Gdyby 
to nasze istnienie bylo ostatecznym celem swiata, bylby to najbardziej niedorzeczny eel, jaki 
kiedykolwiek ustanowiono; chocbysmy sami, lub ktos inny, go istotnie ustanowili, Zycic jawi si$ 



11 



przede wszystkim jako zadanie: takie mianowicie, by je zachowac, de papner sq vie. Jesli owo 
zadanie siq rozwiaze, to, co pozyskalne, okazuje si^ cie^zarem, i pojawia si$ drugie zadanie: 
wlasciwego nim rozporza^dzenia, izby zapobiec nudzie, ktora spada jak czyhaja^cy ptak drapiezny na 
kazde upewnione o sobie zycie. Tak wi^c pierwsze zadanie polega na tym, aby cos pozyskac, drugie 
zas, by to wlasnie, co juz pozyskane, stalo siq nieodczuwalne, bo inaczej bejizie dla nas ciejzarem. 

Fakt, iz ludzkie istnienie jest niechybnie pewnego rodzaju zbla^dzeniem, wynika az nadto z tej 
prostej uwagi, ze cziowiek jest agregatem potrzeb, ktorych zaspokojenie - trudne do osia_gniQcia - nic 
mu wszakze nie przynosi poza jakims bezbolesnym stanem, w ktorym jest on jeszcze tylko wydany na 
tup nudy, co wprost dowodzi, ze istnienie nic ma samo w sobie zadnej wartosci; nuda bowiem jest 
wlasnie odczuciem pustki istnienia. Gdyby mianowicie zycie, na pragnieniu ktorego polega nasza 
istota i istnienie, mialo w sobie jaka^s pozytywna^ wartosc i realna^ tresc, to nie byloby w ogole nudy - 
lecz juz istnienie samo w sobie musialoby nas zadowalac i sycic. Otoz jednak doznajemy radosci 
istnienia nie inaczej jak tylko w dazeniu, gdzie odleglosc i przeszkody ludza^nas wizja^zadowalaja^cego 
celu - ktora to iluzja znika po jego osia_gniQciu - lub tez w czysto intelektualnym zaj^ciu, gdzie 
wszakze wystQpujemy wlasciwie z zycia, by je oglaxlac z zewnajxz, podobnie jak widzowie w lozach. 
Nawet sama rozkosz zmyslowa polega na ustawicznym dazeniu, i ustaje wraz z osia_gniQciem celu. I 
ilekroc nie trzymamy si$ zadnej z owych dwu ewentualnosci, lecz odwolujemy siq do samego 
istnienia, zyskujemy przeswiadczenie o jego jalowosc (beztresciowosci) i nicosci - i to jest wlasnie 
nuda. - Nawet tkwia^ce w nas, niezniszczalne laknienie cudownosci ukazuje, jak bardzo zyczylibysmy 
sobie przerwania tak nudnego lancucha naturalnego biegu rzeczy. -Rowniez przepych i swietnosc 
moznych, z ich uroczystosciami, i cala^ pompa^, jest przeciez w gruncie rzeczy niczym innym jak tylko 
daremnym usilowaniem wyjscia poza tq zasadnicza^ marnosc naszego istnienia. Czymze sa^ bowiem, 
przy blizszym rozpatrzeniu, drogie kamienie, perly, ozdobne piora, czerwony aksamit w blasku 
licznych swiec, skoczkowie i tancerze, korowody maskowe, wytworne stroje etc? 

Fakt, ze najdoskonalsze zjawisko woli zycia, prezentujaxe siq w tak niezwykle skomplikowanej i 
kunsztownej maszynerii ludzkiego organizmu, musi si$ rozpasc w proch, i tak to jego cala istota i 
dazenie sa^ w koncu najwyrazniej oddane na pastwQ zniszczenia - oto naiwna wypowiedz zawsze 
prawdziwej i szczerej natury, ze cale dazenie tej woli jest przezarte w swej istocie nicoscia^. Gdyby 
bylo ono (dazenie) czyms samym w sobie wartosciowym, czyms, co byloby bezwarunkowe, (o nic 
mialoby za eel niebytu. - Poczucie tego tkwi tez u podstaw piejmej piesni Goethego: 
„ Na wiezycy starej stoi Duch szlachetny bohatera ". 
- Koniecznosc smierci da siQ najprzod wywiesc sta^d, ze cziowiek jest zwykiym zjawiskiem, nic zas 
rzeczy w sobie, a wie^c zadnym ontos on. Gdyby bowiem byl rzeczy . w sobie, to nic moglby 
przemina^c. Fakt jednak, iz tylko tego rodzaju zjawiskach moze siq przedstawiac leza^ca u ich podstaw 
rzecz w sobie, jest nastejistwem jej specyficznej istoty. 

Jakiz to rozziew zachodzi mi^dzy naszym poczajkiem a naszym kohcem! Ten pierwszy w olsnieniu 
za^dzy i lubieznym zachwycie; ten drugi w rozkladzie wszystkich organow oraz trupiej zgniliznie. 
Takze i droga mi^dzy nimi oboma - pod wzgle^dem rozkoszy zycia i dobrostanu - wiedzie stale w dol: 
slodko snia^ce dziecihstwo, wesola mlodosc, zmudny wiek m^ski, niedol^zna, czysto zalosna starosc, 
udr^ka ostatniej choroby i wreszcie agonia - czyz nie wyglada to wre^cz lak, jak gdyby istnienie bylo 
bl^dem, ktorego skutki stopniowo i z coraz wiejisza^ sil^ dochodza^ do glosu? 

Najsluszniej mozna uja^c zycie jak desengano, rozczarowanie; do tego najwyrazniej wszystko 
zmierza. 

Zycie nasze jest pokroju mikroskopijnego: stanowi niepodzielny punkt, ktory dostrzegamy poprzez 
dwie silne soczewki przestrzeni i czasu jako rozcia_gnieJy i sta^d nader pokazny. 



12 



Czas jest urza^dzeniem w naszym mozgu, izby przepojonemu nicoscii i istnieniu rzeczy i nas 
samych dac za posrednictwem trwania pozor realnosci. 
Jakze nierozsajine jest narzekanie i ubolewanie, ze przepuscilo siQ w minionym okresie sposobnosc 
do takiego czy innego szczescia lub rozkoszy! Coz bowiem mialoby siQ z tego obecnie? Wyschla^ 
mumiQ jakiegos wspomnienia. Ale tak jest i ze wszystkim, co rzeczywiscie stalo si$ naszym udzialem. 
Przeto zas sama forma czasu stanowi wlasnie srodek obliczony jakby na to, by okazac nam nicosc 
wszystkich ziemskich rozkoszy. Istnienie nasze i wszystkich zwierzaj; nie ma charakteru stalego ani - 
przynajmniej w aspekcie czasu - trwalego; 

jest bowiem zwyklq eisffntia flnxa, ktora utrzymuje si$ tylko dziejd stalej przemianie, i daje si^ 
porownac do tryskaja^cego zrodia. Wprawdzie forma ciala ma przez pewien czas przyblizona, trwalosc, 
ale tylko pod warunkiem, ze materia ulega ustawicznej zmianie: stara jest odprowadzana, nowa zas 
doprowadzana. Odpowiednio do tego glownym zaj^ciem wszystkich owych istot jest wieczne staranie 
siQ o zdalna^ do tego naprywu materia Zarazem sa^ one swiadome, ze ich tego rodzaju istnienie daje siQ 
utrzymac - jak juz wspomniano - tylko przez pewien czas. Sta^d tez pragna^ - przy swym odejsciu ze 
swiata -przeniesc je na jakies inne, ktore zajmuje ich miejsce: pragnienie to wystejiuje w 
samoswiadomosci w formie popejiu plciowego, i jawi siQ w swiadomosci innych rzeczy, a wiee w 
obiektywnym ogla^dzie, w postaci genitaliow. Pope^d len mozna porownac ze sznurem nanizanych na 
nic perel, gdzie owe szybko nastejmja^ce po sobie indywidua odpowiadafyby kolejnym perlom. Jesli - 
w wyobrazni - przyspieszymy to nastQpowanie po sobie, i ujrzymy w calym szeregu, podobnie jak w 
jednostkach, trwalosc samej tylko formy, przy wciaz zmiennym tworzywie, to przekonamy siq, ze 
mamy jedynie quasi — istnienie. Pogla^d ten tkwi takze u podstaw platohskiej nauki o jedynie 
istnieja^cych ideach i podobnej cieniom jakosci odpowiadaja^cych im rzeczy. 

Fakt, iz jestesmy zwykfymi zjawiskami w przeciwiehstwie do rzeczy w sobie, jest udowodniony, 
unaoczniony i egzemplifikowany przez, to, ze conditio sine qua non naszego istnienia stanowi stary 
odpfyw i dopfyw materii jako pokarmu, ktorego potrzeba wciaz powraca; jestesmy w tym bowiem 
podobni do wywolanych przez dym, plomieh, strumieh wody zjawisk, ktore bledna^ lub ustaje^, skoro 
tylko brak doplywu substancji. - Mozna tez rzec: wola zycia przedstawia siQ w samych zjawiskach, 
ktore totalnie obracaja^ siQ w nicosc. Owa nicosc wraz ze zjawiskami pozostaje wszakze w obre^bie 
woli zycia, spoczywa na jej gruncie. To oczywiscie rzecz niejasna. 

Jesli sprobujemy ogarna^c jednym spojrzeniem calosc swiata ludzkiego, ujrzymy wsz^dzie 
nieustanna^ walke^, przemozne zmaganie siQ - ?, wyt^zeniem wszystkich sit cielesnych i duchowych - o 
zycie i istnienie, w obliczu zagrazaja^cych i wciaz, godza^cych w nas niebezpieczehstw i nieszczesc 
wszelkiego rodzaju. I jesli rozwazymy cenQ, ktorej to wszystko doty czy, samo istnienie i zycie, to 
znajdziemy kilka sporadycznych miejsc bezbolesnej egzystencji, na ktore przypuszcza zaraz szturm 
nuda, i ktorym szybko kladzie kres nowa niedola. 

Fakt, ze za niedolq bezposrednio kryje si$ nuda, ktora wlada nawet ma^drzejszymi zwierz^tami, jest 
nastQpstwem tego, iz zycie nic ma zadnej prawdziwej wartosci, lecz jest utrzymywane w ruchu jedynie 
przez potrzeby i zludzenia; skoro tylko ruch 6w ustaje, wychodzi na jaw cala marnosc i pustka 
istnienia. 

Jesli od rozwazania biegu swiata w ogole, a zwlaszcza uderzaja^co szybkiej sukcesji ludzkich 
pokoleh i ich efemerycznego pozornego istnienia zwrocic siQ ku szczegolom ludzkiego zycia, jak 
chocby przedstawia je komedia, to sprawiane przez nie wrazenie mozna porownac z widokiem, 
ktorego - za posrednictwem mikroskopu slonecznego - uzycza roja^ca siQ od wymoczkow kropla, lub 
skaxlinaji niewidoczna kupka molikow, ktorych usilna dzialalnosc i walka przywodzi nas do smiechu. 
Jak bowiem tu w waziutkiej przestrzeni, tak tez tam w najkrotszej chwilce czasu intensywna i 
powazna aktywnosc sprawia komiczne wrazenie. 



13 



Zaden jeszcze czlowiek nie czul siq w terazniejszosci calkiem szczesliwy; musialby chyba bye 
pijany. 



SUPLEMENTDO NAUKI O CIERPIENIU SWIATA 

Gdyby najpierwszym i bezposrednim celem naszego zycia nie bylo cierpienie, to nasze istnienie 
byloby czyms najbardziej bezcelowym w swiecie. Absurdem jest bowiem mniemanie, jakoby nie 
koncza^cy si$, wyplywaja^cy z wlasciwej zyciu niedoli bol, ktory wypelnia soba^ wsze^dzie swiat, byl 
bezcelowy i czysto przypadkowy. Kazde poszczegolne nieszczQScie jawi siq wprawdzie, jako wyjatek; 
ale nieszczQseie w ogole jest regula^. Podobnie jak strumien nie tworzy wirow, dopoki nie natrafi na 
przeszkody, tak tez ludzka jak i zwierz^ca natura sprawia, ze wszystko, cokolwiek idzie zgodnie z na- 
sza^ wola^ nie darmo jest przez nas zauwazane i uprzytamniane. Jesli mamy je zauwazyc, to nie moze 
ono isc bezzwlocznie po naszej woli, lecz musi napotkac jaka^s przeszkody. ~ Wszystko natomiast, co 
przeciwstawia siy naszej woli, pokrzyzowuje ja^, opiera siy jej, a wiec wszystko, co nieprzyjemne i 
bolesne, odczuwamy bezposrednio, natychmiast i bardzo wyraznie. Podobnie jak nie odczuwamy 
zdrowia swego calego ciala, lecz tylko podraznienie w miejscu, gdzie cisnie nas but, lak lez nie 
myslimy o caloksztalcie spraw, ktore ida^ nam swietnie, lecz o jakiejs niewaznej irytuja^cej nas 
blahostce. - Na tym wlasnie polega owa - nieraz przeze mnie uwydatniana - negatywnosc dobrostanu i 
szczQScia, w przeciwienstwie do pozytywnosci cierpienia. 

Nie znam przeto wiejeszego absurdu niz ten wpisany w wiejeszose systemow metafizycznych, ktore 
zlo uznaja, za cos negatywnego; podczas gdy ono jest wlasnie czyms pozytywnym, rzecza^ dajaxa^ siQ 
bezposrednio odczuc. Szczegolnie uparty jest tu Leibniz, ktory (Teodycea ) stara siq poprzec cala^ 
sprawQ oczywistym i zalosnym sofizmatem. Dobro natomiast, tj. wszelkie szcze^scie i zadowolenie, 
jest rzecza^ negatywna^, mianowicie zwyklym zniesieniem uprzedniego pragnienia i ustaniem jakiejs 
udrejd. 

Zgadza siQ z tym i fakt, iz spotykaja^ce nas radosci uznajemy z reguly za cos znacznie ponizej 
naszych oczekiwan, cierpienia zas odwrotnie: za cos znacznie je przewyzszaja^ce. 

Kto chce pokrotce zweryfikowac twierdzenie, ze rozkosz przewaza w swiecie nad bolem, lub 
przynajmniej, ze siq one rownowaza^ niech porowna doznanie zwierz^cia, ktore pozera inne zwierze^, z 
doznaniem tego innego. 

Najskuteczniejsza^ pociecha^ w kazdym nieszcz^sciu jest przyjrzenie siq innym ludziom, jeszcze 
nieszczQsliwszym niz my; to zas potrafi kazdy. Co z lego jednak wynika dla calosci? 

Jestesmy podobni do jagniaj:, igraja^cych na tace, podczas gdy rzeznik wybiera juz wzrokiem to czy 
tamto z nich; nie wiemy bowiem - w swych dobrych dniach - jakie nieszczescie juz nam los gotuje: 
chorobQ, przesladowanie, zubozenie, okaleczenie, oslepnie^cie, oblakanie, smierc etc. Historia ukazuje 
nam zycie narodow; i nie ma do opowiedzenia nic poza wojnami i buntami. Lata pokoju jawia^ siq 
tylko jako krotkie pauzy, antrakty, sporadyczne epizody. I tak wlasnie zycic jednostki jest ustawiczna^ 
walka^ - nic sama^ metaforyczna^ walka^ z ne^dza^ lub nuda^ lecz tez w rzeczywistosci z innymi. Czlowiek 
znajduje wsze^dzie przeciwnika, zyje w cia_glym zmaganiu siq, i umiera z bronia^ w rejai. 

Do mejd naszego istnienia przyczynia siq niemalo i to, ze czas nas stale nagli, nie pozwala nam 
odsapnaA i kryje siq za kazdym, niczym nadzorca z biczem. - Jedynie temu nie dokucza, kogo oddal 
na lup nudy. 



14 



Jednakze, podobnie jak nasze cialo musialoby pop^kac, gdyby odjqto mu nacisk atmosfery, tak 
tez - gdyby zdjqto z ludzkiego zycia ucisk n^dzy, trudow, przeciwnosci i daremnosci dazeh - 
wzmoglaby si$ nasza buta, jesli nawet nie do punktu wybuchu, to wszakze do przejawow 
niepohamowanej glupoty, ba, nawet szalenstwa.- Kazdy potrzebuje nawet zawsze pewnego kwantum 
troski, bolu czy niedoli - tak jak statek potrzebuje balastu - aby podazac prosta^ droga^ i niezachwianym 
krokiem. 

Praca, troska, trud i niedola sa^ istotnie losem wszystkich niemal ludzi przez ich cale zycic. Gdyby 
jednak wszelkie pragnienia - zaledwie zaistnialy - natychmiast si$ ziszczyly, czym byloby wypelnione 
ludzkie zycie, czym by si$ karmil czas? Przeniesmy rod ludzki do szlarafii, gdzie wszystko by 
samorzutnie roslo i wkolo latalyby pieczone golabki, a kazdy wnet znalaziby sobie ukochanego czy 
ukochana^ i bez trudu si$ utrzymywal przy zyciu. 

- Wtedy ludzie zmarliby po czesci z nudow lub si$ powiesili, czesciowo zas zaczejiby si$ 
zwalczac, dusic i mordowac, i w ten sposob wyrza^dziliby sobie wie^cej cierpienia niz naklada na 
nich teraz natura. 

- Tak wiex do takiego rodzaju ludzkiego nie przystaje zadna inna scena, zadne inne istnienie. 

Na skutek przypomnianej powyzej negatywnosci dobrostanu i przyjemnosci w przeciwienstwie do 
pozytywnosci bolu i cierpienia - szczescie danego zywota oceniac nalezy nie wedlug jego radosci i 
rozkoszy, lecz, podlug nieobecnosci cierpienia jako rzeczy pozytywnej. Wowczas to los zwierzaj; 
wydaje si$ bardziej znosny niz los ludzi. Chcemy teraz oba te elementy nieco blizej rozpatrzyc. 

O ile nader roznorodne sa^ formy, w jakich jawi sie, szczeicie i nieszcz^scie czlowieka, pobudzaja^c 
go do scigania lub ucieczki, o tyle materialna^ podstawa^ tego wszystkiego jest rozkosz cielesna lub bol. 
Podstawa ta jest bardzo wa^ska: jest to zdrowie, pozywienie, oslona przed zimnem i wilgocia^ oraz 
zaspokojenie plciowe; ba^dz lez brak tych wlasnie rzeczy. Tak wie^c czlowiekowi przypada w udziale 
nie wiejcsza realna rozkosz fizyczna niz zwierz^ciu; co widac chocby w tym, iz jego wyzej rozwinie^y 
system nerwowy, wzmagaja^c doznanie kazdej rozkoszy, potQguje rowniez wrazenie kazdego bolu. 
Jednakze, o ile silniejsze sa^ afekty w nim wzbudzane niz afekty zwierze^cia! Jak nieporownanie glejriej 
i gwaltowniej rozpalaja^ siq jego uczucia! - i to, aby ostatecznie uzyskac przeciez ten sam rezultat: 
zdrowie, pokarm, okrycie etc. 

Wynika to przede wszystkim z tego, iz wszystko doznaje w nim pote^znego wzmozenia dziejd 
mysleniu o rzeczach nieobecnych i przyszlych, przez co troska, lejc i nadzieja zaczynaja^ wpierw juz 
istniec, potem zas o wiele bardziej mu dokuczaja^ nie moze to sprawic obecna realnosc rozkoszy czy 
cierpienia, do ktorej ogranicza siQ zwierze. Temu ostatniemu brakuje mianowicie, wraz z refleksja^ 
kondensatora radosci i cierpien, ktore przeto nie moga^ siQ gromadzic, jak dzieje siQ to - z pomoca^ 
wspomnien i przewidywan - u czlowieka; u zwierz^cia bowiem pozostaje cierpienie terazniejsze; 
chocby powtarzalo si^ ono niezliczona ilosc razy, to przeciez zawsze jawi siQ jak za pierwszym 
razem, jako cierpienie terazniejsze, i nie daje siQ zsumowac. Stad godna pozazdroszczenia beztroska i 
pogoda ducha zwierzat Natomiast za pomoce refleksji i tego, co z nia^ zwiazane, rozwija si^ w 
czlowieku z tych wlasnie elementow rozkoszy i cierpienia, ktore dzieli on ze zwierz^ciem, 
wzmozone doznanie swego szczescia i nieszcz^scia, moga^ce prowadzic do chwilowego, niekiedy 
nawet zabojczego zachwycenia lub tez desperackiego samobojstwa, Przy blizszej analizie wygla^da to 
nastejmja^co. Czlowiek stopniuje rozmyslnie swe potrzeby - mozna je pierwotnie zaspokoic z niewiele 
wiejtszym trudem niz potrzeby zwierz^cia - aby wzmoc rozkosz: sta^d luksus, smakolyki, tytoh, 
opium, napoje wyskokowe, przepych i wszystko, co doh nalezy. Dochodzi do tego jeszcze - rowniez 
w nastQpstwie refleksji - w nim tylko bija^ce zrodlo rozkoszy, a przeto i cierpienia, ktore ponad 
wszelka miarQ sprawia mu wiele, omalze wie^cej niz wszystkie pozostale, klopotu, mianowicie 
ambicja oraz poczucie honoru i hahby; mowia^c prozaicznie, jego mniemanie o tym, co mysla^ o nim 



15 



inni. Staje siQ ono - w tysi^cznych i osobliwych cze^sto postaciach - celem prawie wszystkich 
wykraczaja^cych poza fizyczna^ rozkosz czy bol dazeh czlowieka. Dystansuje go wprawdzie od 
zwierzQcia jeszcze wlasciwa rozkosz intelektualna, dopuszczaja^ca wiele gradacji: od najprostszej gry 
myslowej, jak chocby konwersacji, do najwyzszych duchowych dokonan; ale jako przeciwwaga po 
stronic cierpienia pojawia siq u niego nuda, ktorej zwierzQ - przynajmniej w stanie naturalnym - nic 
zna, choc jej lekkie przystejjy odczuwaja^ juz najma^drzejsze zwierz^ta oswojone. U czlowieka zas 
staje siq ona prawdziwa, plaga^ jak to szczegolnie widac na przykladzie tej chmary nieszcz^snikow, 
ktorzy stale o to tylko dbaja^ by napelnic swa^ sakiewk^, nie zas swa^ glowQ, i dla ktorych dobrobyt 
okazuje siQ wlasnie kara^ oddajax ich w re^ce dr^cza^cej nudy; azeby jej uniknaA juz to gonia^ za 
czyms, laza^ tu i tarn, juz to podrozuja^ i wsze^dzie - ledwo przybywszy - wywiaduja^ siQ lejdiwie o 
miejscowe resursy, lak jak biedak o lokalne zasiiki; gdyz - co oczywiste - n^dza i nuda stanowia^ dwa 
bieguny ludzkiego zycia 2 . Trzeba jeszcze wreszcie wspomniec, iz u czlowieka wraz z zaspokojeniem 
plciowym wiaze si$ jemu tylko wlasciwy, nader wlasnowolny wybor, ktory niekiedy wzmaga siq do 
granie mniej lub bardziej namiqtnej milosci; tej ostatniej poswiQcilem obszerny rozdzial w drugim 
tomie mego glownego dziela. Staje siq on przez to u czlowieka zrodlem dlugotrwalych cierpien i 
krotkich radosci. 

Podziwiac nalezy tymczasem, jak dziejd domieszce myslenia, ktorego brakuje zwierz^ciu, wznosi 
siQ na tej samej wa^skiej podstawie cierpien i radosci, ktore sa^ lez udzialem zwierz^cia, tak wyniosly i 
przestronny gmach ludzkiego szczQScia i nieszcz^scia, w orbicie ktorego umysl nasz, wydany jest na 
lup tak silnych afektow, namiejnosci i wstrza^sow, ze niczym piejno rysuja^ siq one trwale na naszej 
twarzy; w kohcu zas i faktycznie chodzi przeciez o te same rzeczy, ktore zdobywa takze zwierzQ, i to 
z nieporownanie mniejszym nakladem emocji i utrapien. Wskutek tego wszystkiego jednak miara 
cierpienia urasta u czlowieka znacznie ponad miare^ rozkoszy, i ulega jeszcze szczegolnemu 
wyolbrzymieniu przez to, iz rzeczywiscie wie on o smierci, podczas gdy zwierzQ tylko od niej 
instynktownie ucieka, wlasciwie jej nic znaja^c i staxl nigdy naprawd^ nic biora^c jej pod uwagQ - w 
przeciwiehstwie do czlowieka, ktory tq perspektywQ ma stale przed oczyma. Choc wie^c nieliczne 
tylko zwierzQta umieraja^ smiercia^ naturalna^, wiqkszosc zas zyskuje tyle tylko czasu, by moc 
rozmnozyc swoj rod, i nastejmie - jesli juz nie wczesniej - stac siQ rupem innego, sam zas tylko 
czlowiek doprowadzil do tego, ze w jego rodzie tzw. smierc naturalna stala siQ regula^, ktora 
dopuszcza tymczasem liczne wyjajki, to - z powyzszego wzgle^du, zwierz^ta majajednak przewagQ. 
Nadto czlowiek osia_ga swoj naprawd^ naturalny eel zyciowy rownie rzadko, jak i one. Jego bowiem 
sprzeczny z nature tryb zycia, wraz z wyt^zeniami i namiejnosciami, i wynikia z lego wszystkiego 
degeneracja rasy, rzadko pozwalaja^mu doh dotrzec. 

ZwierzQta sa^ o wicie bardziej niz my usatysfakejonowane samym istnieniem; roslina stapia siq z 
nim w zupelnosci, czlowiek zaleznie od stopnia swej tejioty. Odpowiednio do lego, zycic zwierze^cia 
zawiera mniej cierpienia, ale i mniej radosci, niz zycie ludzkie; polega to glownie na tym, iz 
pozostaje ono z jednej strony wolne od troski i obawy wraz z wlasciwy im udrejca^, z drugiej zas jest 
wyzbyte wlasciwej nadziei, i sta^d nie uczestniczy w owej myslowej antycypacji radosnej przyszlosci, 
wraz z towarzyszaxa^ jej, przydana^ przez wyobrazniQ upajaja^ca^ fantasmagoria^ tym zrodlem naszych 
najczQStszych i najzywszych radosci i rozkoszy - jest wie^c w tym sensie beznadziejne. Jest tak w obu 
przypadkach, gdyz swiadomosc zwierzexia ogranicza si$ do naocznosci, i przez to do terazniejszosci. 
ZwierzQ jest ucielesniona^ terazniejszosciaj sta^d tez tylko w odniesieniu do obiektow, danych mu juz 
naocznie w terazniejszosci, zna przylegla^ do nich przelotnie obawQ i nadziejQ. Ludzka natomiast 
obawa i nadzieja ma horyzont, ktory opasuje cale zycic, ba, wykracza poza nie. - Ale wlasnie w 
nastQpstwie lego, zwierz^ta - w porownaniu z nami - wydaja^ siQ pod jednym wzgle^dem istotnie 
ma^dre, mianowicie w swym spokojnym, niezakloconym rozkoszowaniu siq terazniejszosciaj widoma 
pogoda ducha, ktora staje siq przez to ich udzialem, jest cz^sto znakiem zawstydzenia dla naszego - 
zakloconego czesto troskami i myslami - niezadowolonego stanu umyslu. A nawet wzmiankowane 
rowniez radosci nadziei i antycypacji nic przypadaja^nam gratis. To mianowicie, co z gory nas cieszy 



16 



wskutek nadziei i oczekiwania jakiegos zadowolenia, odlicza si$ potem jako antycypacyjny zadatek 
od rzeczywistej uciechy, sama zas rzecz tym mniej nas satysfakcjonuje. ZwierzQ natomiast pozostaje 
wolne tak od antycypowanej rozkoszy, jak i od pozniejszego poczucia niespelnienia; cieszy si^ zatem 
tym, co terazniejsze i realne, w stopniu calkowitym i nieuszczuplonym. Podobnie tez dolegliwosci 
kladq siq nan po prostu swym rzeczywistym ci^zarem wlasnym, podczas gdy obawy i 
przewidywania, hq prosdokia ton kakon, mnozq w naszych oczach dziesi^ciokroc owo /to. 

Wlasnie to znamienne dla zwierzaj, caikowite stopienie siq z terazniejszosciq przyczynia sie^ 
wielce do radosci, ktorq mamy z posiadania zwierzaj; domowych: sq one uosobionq terazniejszosciq i 
dajq nam poniekqd odczuc wartosc kazdej nie obciazonej i niezamqconej troskami godziny, podczas 
gdy my przewaznie wychodzimy myslowo poza te chwile i ignorujemy je. Ale la przytoczona cecha 
zwierzaj; - to, ze bardziej niz my cieszq siQ samym istnieniem - jest naduzywana przez egoistycznego 
i nieczulego czlowieka, i wykorzystywana czesto do tego stopnia, ze nic uzycza on im absolutnie 
niczego poza samym gofym istnieniem; ptaka, ktorego przeznaczeniem jest przewe^drowac pol 
swiata, zamyka on w klatce o pojemnosci stopy szesciennej, gdzie ten powoli i z utesknieniem 
zmierza ku smierci: gdyz fiiccello netta gahhia canta non di piacere, ma di rabbia, zas swego 
najwierniejszego przyjaciela, tak inteligentnego psa, trzyma na lancuchu! Nigdy nie patrzQ na to bez 
wewnejrznego wspolczucia i glejbokiego oburzenia na jego pana, i z zadowoleniem myslQ o 
relacjonowanym przed paru laty w Timesie wypadku, jak to pewien lord, ktory trzymal wielkiego psa 
lancuchowego, zblizyl siQ podczas przechadzki po podworzu, by go popiescic, na co ten natychmiast 
rozerwal mu cale ramie^, od gory do doru - i shisznie! Chcial przez to powiedziec: „Nie jestes moim 
panem, lecz mym diablem, ktory przemienil mc krotkie istnienie w pieklo". Oby siq tak przytrafilo 
kazdemu, kto trzyma psy na lancuchu. 

Jesli z powyzszego stalo siq nam jasne, ze to wlasnie wzmozona wladza poznawcza jest zrodlem 
wiejiszych cierpien w zyciu czlowieka niz w zyciu zwierze^cia, to mozemy 6w fakt sprowadzic do 
ogolniejszego prawa, zyskujqc przez to o wiele szerszq perspekty wq. 

Poznanie jest samo w sobie zawsze bezbolesne. B61 dotyczy jedynie woli i polega na 
zahamowaniu, udaremnianiu, pokrzyzowaniu jej; niezb^dne jest przy tym jednak, by hamowaniu 
temu towarzyszylo poznanie. Jak bowiem swiatlo oswietla pokoj tylko wtedy, gdy sq w nim 
przedmioty, mogqce je odbijac; jak ton potrzebuje rezonansu, a dzwiejc jest w ogole szeroko 
slyszalny dlatego tylko, ze fale wibrujaxego powietrza odbijajq siq od twardych cial - stqd na 
izolowanych wierzcholkach gorskich wypada uderzajqco slabo, ba, juz sam spiew w plenerze jest 
mniej efektowny - tak tez hamowanie woli, aby zostac odczute jako bol, musi wystejiowac w 
towarzystwie poznania, ktore wszakze, samo w sobie, obce jest wszelkiemu bolowi. 

Stqd juz bol fizyczny jest uwarunkowany przez nerwy i ich polqczenie z mozgiem; dlatego tez nic 
odczuwamy zranienia konczyny, jesli przetnie siQ jej prowadzqce do mozgu nerwy lub - przy uzyciu 
chloroformu - znieczuli siq sam mozg, Wlasnie dlatego uznajemy - wraz z wygaszeniem 
swiadomosci w chwili umierania - wszystkie nastQpujqce jeszcze drgawki za bezbolesne. Fakt, ze 
duchowy bol jest uwarunkowany przez poznanie, rozumie siq sam przez siej latwo tez. dostrzec, iz 
wzrasta on wraz ze stopniem poznania, jak to wykazalem powyzej, a takze w mym giownym dziele 
(1. I. [56]). - Mozemy wiex calqrelacj^ wyrazic obrazowo w sposob nastejmjqcy: wola jest strung, 
jej pokrzyzowanie czy zahamowanie wibracjq struny, poznanie jest dekq rezonansowq, bol zas - 
tonem. 

Wskutek tego nie tylko sfera nieorganiczna, lecz i roslina nie jest zdolna do odczuwania bolu, 
chocby w obu przypadkach wola doznawala licznych przeszkod. Natomiast kazde zwierze, nawet 
wymoczek, cierpi bol, poniewaz poznanie - chocby jeszcze tak niedoskonale - jest wlasciwym 
charakterem zwierzexosci. W miarejego pot^gowania siQ - na skali animalizmu - wzrasta odpowied- 
nio i bol. Jest on przeto w przypadku najnizszych zwierzaj jeszcze nader nieznaczny; stad dochodzi 



17 



do tego, ze owady cia_gnQ za soba^ oderwany, wisza^cy tylko na jednym jelicie odwlok, a przy tym 
jeszcze cos pozeraja^- Ale nawet u najwyzej rozwiniejych zwierzaj; bol - z powodu poj^c i myslenia - 
nic dorownuje cierpieniu czlowieka. Zdolnosc do odczuwania cierpienia mogla osia_gnaj3 swoj punkt 
szczytowy dopiero wtedy, gdy na mocy rozumu i jego rozwagi pojawia si$ takze mozliwosc 
zaprzeczenia woli. Bez niej (mozliwosci) bowiem zdolnosc owa bylaby bezcelowym okrucienstwem. 

We wczesnej mlodosci stoimy przed calym naszym dalszym biegiem zycia niczym dzieci przed 
kurtyna^ teatralna^, w radosnym i niecierpliwym oczekiwaniu rzeczy, ktore maja^ nadejsc. To wielkie 
szczQscie, ze nic wiemy, co rzeczy wiscie nadejdzie. Kto bowiem by wiedzial, temu dzieci jawilyby 
siQ czasami jako niewinni winowajcy, ktarzy zostali wprawdzie skazani nie na smierc, lecz na zycie, 
jednakze nie usfyszeli jeszcze sentencji swego wyroku, Niemniej kazdy zyczy sobie dozyc se^dziwego 
wieku, a wie^c stanu, w ktorym mowimy: „Dzis jest zle i z dnia na dzien b^dzie coraz gorzej - az 
przyjdzie to, co najgorsze". 

Jesli wyobrazic sobie - o ile to w przyblizeniu mozliwe - caia^ sumQ n^dzy, cierpienia i bolu 
wszelkiego rodzaju, ktora^ stance oswietla w swym biegu, to trzeba przyznac, iz byloby znacznie 
lepiej, gdyby wywolalo ono tu na ziemi zjawisko zycia w nic wiejcszej mierze niz na ksi^zycu, i 
gdyby - tak jak na ksi^zycu - takze i na ziemi powierzchnia znajdowala siQ jeszcze w stanie 
krystalicznym. 

Mozna takze uja^c nasze zycie jako niepotrzebnie zaklocaja^cy epizod w blogim spokoju nicosci. 
W kazdym razie nawet ten, komu w nim wiodlo siQ wcale znosnie, uprzytamia sobie - tym wyrazniej, 
im dluzej zyje - ze wziqte w calosci jest ono a disappointment, nay, a cheai, lub, mowia^c po naszemu, 
ma charakter wielkiej mistyfikacji, by nie rzec szalbierstwa. Gdy dwaj przyjaciele z mlodosci, po 
obejmuja^cej cary wiek dojrzaly rozla^ce spotykaja^ siQ znow jako starcy, to dominuja^cym uczuciem, 
jakie wzbudza w nich wlasny widok - z nim bowiem wiaza^ siQ wspomnienia lat mlodzienczych - jest 
uczucie calkowitego disappoini ment z powodu calego zycia, ktore niegdys w rozowym swietle 
porannej mlodosci tak piejmie siQ przed nimi rozposcieralo, lak wiele obiecywalo i tak malo 
dotrzymalo. Uczucie to tak jednoznacznie okresla ich spotkanie, ze nawet nie uwazaja^ za konieczne 
ubierac je w slowa, lecz wzajem milcza^co je zakladaja^c, rozmawiaja^ dalej na lej wlasnie podstawie. 

Ten, kto przezyje dwa czy nawet trzy pokolenia rodzaju ludzkiego, czuje siQ niczym widz na 
spektaklach wszelkiego rodzaju kuglarzy w budach podczas jarmarku, gdy siedzi tak sobie i ogla^da 
dwakroc czy trzykroc powtorki takiego spektaklu; sprany byry mianowicie obliczone tylko na jeden 
spektakl, i sta^d przestaja^byc efektowne, skoro ulatnia siQ nowosc i zludzenie. 

Mozna oszalec, gdy siQ rozwaza bezmiar dekoracji, te niezliczone plomienne gwiazdy stale w 
nieskonczonej przestrzeni, maja^ce po prostu oswietlac swiaty, ktore sa^ widownia^ n^dzy i niedoli, w 
najlepszym zas razie racza^ nas jedynie nuda^ - saxlza^c przynajmniej po znanej nam probce. 

Nikt nic jest prawdziwie godny zazdrosci, wielkie zas ubolewanie nalezy siQ niezliczonym 
osobom. - Zycie jest pensum, ktore trzeba odrobic; w tym sensie termin defunctus jest piejmym 
wyrazeniem. 

Wyobrazmy raz sobie, ze akt plciowy nie bylby przemozna^ potrzeba^ ani tez nic szedl w parze z 
zaxlzaj lecz bylby rzeczy czysto rozumnej rozwagi; czyz rod ludzki moglby wtedy jeszcze istniec'.' 
Czy raczej nie litowalibysmy siQ lak bardzo nad przyszlym pokoleniem, iz wolelibysmy oszcze^dzic 
mu ci^zaru istnienia, lub przynajmniej nie chcielibysmy wlasnowolnie obarczac go tym cie^zarem z 
zimna^ krwiaj? 

Swiat jest wlasnie piskiem, ludzie zas w nim sa^ z jednej strony udr^czonymi duszami, z drugiej - 
diablami. 

Tu bexlQ musial znowu wysluchac, iz moja filozofia jest wyzbyta pociechy - i to wlasnie dialogu, ze 
mowiQ podlug prawdy, ludzie zas wola^ slyszec, iz Pan Bog wszystko stworzyl dobrym. Idzcie do 
kosciola i zostawcie filozofow w spokoju. Nie za^dajcie przynajmniej, by dostosowywali swe nauki 



18 



do waszej myslowej tresury: to czynia^ nicponie, polmejirkowie, u ktorych mozecie zamawiac sobie 
doktryny wedlug upodobania. 

Brahma wydaje swiat przez swego rodzaju grzech pierworodny, czy tez zbla^dzenie, w zamian 

jednak sam pozostaje w nim, by to odpokutowac, poki siq sta^d nie wyzwoli. - Bardzo trafnie! - W 
buddyzmie swiat powstaje w nastej)stwie pewnego - nastalego po dlugim spoczynku - 
niewyjasnionego zma^cenia w niebiahskiej czystosci blogiego, osia_ganego przez pokutQ, stanu 
nirwany, a wi^c przez swego rodzaju fatalnosc, ktora^ jednak w gruncie rzeczy trzeba rozumiec 
moralnie; jakkolwiek sprawa ta znajduje swoj dokladny odpowiednik i obraz nawet w sferze 
fizycznej, poprzez niewyjasnione powstanie owej pierwotnej mglawicy, z ktorej rodzi siQ jakies 
slonce. Potem jednak swiat staje siq - w efekcie blejiow moralnych -stopniowo coraz gorszy i pod 
wzgl^dem fizycznym, az przybiera w kohcu obecna^ zalosna, postac. - Wybornie! - Dla Grekow swiat 
i bogowie, byli dzielem niezgl^bionej koniecznosci; znosne to, o ile nas chwilowo zadowala. - Or- 
muzd zyje w walce z Arymanem - mozna poslyszec. Ale taki Bog Jahwe, ktory animi causa i de 
gaile de coeur stwarza 6w swiat ne^dzy i niedoli, nastejmie zas jeszcze sam sobie daje poklask 
slowami paniq kala lian - tego juz nie mozna zniesc. Jesli wie^c widzimy, ze judaizm zajmuje pod 
tym wzgle^dem najnizsza, pozycjQ wsrod wierzen ludow cywilizowanych, zgadza siq to calkiem z 
faktem, ze jest on takze jedyna^ religia^ ktora zupelnie nic ma doktryny niesmiertelnosci, ani nawet 
jakiegokolwiek jej sladu (zob. pierwszy torn niniejszego dziela, s. 1 19 n.). 

Chocby nawet dowod Leibniza, ze sposrod mozliwych swiatow len wlasnie jest jeszcze najlepszy, 
byl shiszny, to nic dawalby on jeszcze podstawy do teodycei. Stworca bowiem stworzyl przeciez nie 
tylko swiat, lecz i sama^ mozliwosc; powinien by ja^przeto nakierowac na to, izby dopuszczala lepszy 
swiat. 

W ogole zas przeciw takiemu widzeniu swiata, jako udanego dziela wszechma^drej, wszechdobrej i 
wszechpotQznej przy tym Istoty, podnosi dobitnie glos z jednej strony niedola, ktora go przepelnia, z 
drugiej zas uderzaja^ca niedoskonalosc i przeradzajaxe siq w farsQ wypaczenie najkompletniejszych z 
jego zjawisk - istnosci ludzkich. Tkwi w tym nic daja^cy si$ rozwikiac dysonans. Natomiast te wlasnie 
przyklady be^da, zgodne z nasza^ opinio i posluza^ za jej dowody, gdy ujmiemy swiat jako dzielo naszej 
wlasnej winy, a wie^c jako cos, co nie powinno by raczej istniec. Podczas gdy - przy owym 
pierwszym zalozeniu - staja^ si$ one gorzkim oskarzeniem przeciw Stworcy, daja^c temat do 
sarkazmow, jawia^si^przy drugim jako oskarzenie naszej wlasnej istoty i woli, zdolne nas upokorzyc. 
Przywodza^ nas bowiem do pogla^du, ze my - niczym dzieci rozpustnych ojcow - przyszlismy "na 
swiat juz zawinieni; t dlatego tylko, ze musimy nieprzerwanie 6w dlug (winej odslugiwac, istnienie 
nasze tak n^dznie wypada i ma za swoj final smierc. Nic pewniejszego nad fakt, ze mowiax ogolnie 
to wlasnie cie^zki grzech swiata pocia_ga za soba^ mnogie i wielkie Jego cierpienie', i ma siQ tu na 
mysli nic fizyczny zwiazek empiryczny, lecz zwiazek metafizyczny. Zgodnie z tym pogla^dem, to wy- 
laxznie historia grzechu pierworodnego pojednuje mie^ ze Starym Testamentem; jest ona nawet w 
moich oczach jedyna^ metafizyczna^ choc przybrana^ w szaty alegorii, prawda^ starotestamentowa^ 
Istnienie nasze bowiem niczego tak wiernie nie przypomina, jak nastQpstwa jakiegos ble^du i 
karygodnego poza^dania. Nic mogQ tu nie polecic mysla^cemu czytelnikowi popularnej, lecz niezwykle 
uwewnQtrznionej rozprawy na ten temat piora Ciaudiusa, ktora wyjawia zasadniczo pesymistyczny 
duch chrzescijahstwa; figuruje ona, pod tytulem „PrzekleJ;a niech be^dzie ziemia z twego powodu", w 
czwartej cze^sci Wandsbecker Bolq. 

Aby zawsze miec pod rqkq. niezawodny kompas do orientowania siq w zyciu, i aby je - nigdy nic 
traca^c rozeznania - widziec stale we wlasciwym swietle, najstosowniej jest przywyczaic siq do 
uwazania lego swiata za miejsce pokuty, a wie^c niejako za zaklad karny, a penal colony - 
ergasierion, jak zwali go juz najstarsi filozofowie (Klemens Aleksandryjski, Strom., L. Ill, c. 3, s. 
399), a z godna^ pochwaly odwaga^ wyrazil to wsrod Ojcow chrzescijahskich 0-rygenes (Augustyn, De 



19 



civitate Dei L. XI, c. 23). To wlasnie widzenie swiata znajduje tez swe teoretyczne i obiektywne 
uzasadnienie nie tylko w mej filozofii, lecz i w ma^drosci wszystkich epok, mianowicie w 
braminizmie, buddyzmie, u Empcdoklcsa i Pitagorasa; jak to przytacza takze Cycc-ron (Fragnienta 
de phUosophia, t. 12, s. 316, red. Bip.), mowia^c iz dawni m^drcy oraz wtajemniczaja^cy w misteria 
mys-tagogowie uczyli: nos ob aligua scelera suscepfa m vita supe-riore, poenarum iuendamm causa 
nalos esse. Najdobitniej wyraza to Vanini, ktorego latwiej bylo spalic niz obalic jego tezy, glosza^ce: 
Tof, tantisque homo repletus miseriis, ut si Christianae religiom non repugnaret, dicere auderem: si 
daemones dantur, ipsi, m hominum corpora transmigr antes, sceleris poenas luunl (De admirandis 
nalurae arcanis, dial. L, s. 353). Ale nawet w autentycznym i dobrze rozumianym chrzescijanstwie 
ujmuje siQ nasze istnienie jako nastejistwo pewnej winy, jakiegos ble^du. Jesli przyjmiemy 6w 
zwyczaj, b^dziemy formulowali swe oczekiwania wobec zyda zgodnie z rzeczywistym stanem 
rzeczy, i przeto nie bejiziemy juz uwazali przeciwnosci losu, cierpien, udrejd i ne^dzy istnienia - w 
szczegoiach i w calosci - za cos anormalnego i nieoczekiwanego, lecz stwierdzimy, ze wszystko to 
jest regula^ dobrze zarazem wiedza^c, iz tu na ziemi kazdy ponosi karQ za swe istnienie, i to kazdy na 
swoj sposob. Do utrapien zakladu kamego nalezy bowiem takze towarzystwo, ktore siQ tam zastaje. 
Jak to z nim lulaj jest, bejizie i beze mnie wiedzial ktos, kto skaxlina^d zaslugiwalby na lepsze. Otoz 
piejma dusza, jak i geniusz, moze niekiedy siQ w nim czuc, niczym szlachetny wiejzien stanu na 
galerze posrod pospolitych przest^pcow; stad ci pierwsi, podobnie jak on, be^da^ siQ starali izolowac. 
W ogole jednak wspomniany pogla^d da nam moznosc rozwazania tak zwanych niedoskonalosci, Ij. 
moralnie i intelektualnie -odpowiednio zas takze fizjonomicznie - podlego stanu wiejiszosci ludzi, 
bez zdziwienia, a tym bardziej oburzenia; b^dziemy bowiem stale mieli na uwadze, gdzie jestesmy, a 
zatem uznamy kazdego najsamprzod za istotq, ktora istnieje tylko wskutek swej grzesznej kondycji i 
ktorej zycie jest odpokutowaniem winy jej urodzenia. Ta ostatnia stanowi wlasnie to, co 
chrzescijanstwo zwie grzeszna^ nature czlowieka: jest ona wie^c podstawa^ istot zyja^cych, ktore 
spotykamy na tym swiecie jako sobie podobne. Dochodzi do tego jeszcze fakt, iz przewaznie 
znajduje siQ one wskutek jakosci tego swiata mniej lub bardziej w stanic cierpienia i niezadowolenia - 
nic najodpowiedniejszym, by uczynic je bardziej wspolczuja^cymi i zyczliwszymi; wreszcie -zas, iz 
ich intelekt jest w wiejcszosci wypadkow taki, ze ledwo wystarcza na potrzeby stuzby woli. Musimy 
wi^c po temu regulowac nasze wymagania co do towarzystwa w tym swiecie. Kto obstaje przy tym 
punkcie widzenia, moglby 6w instynkt towarzyskosci nazwac zgubna^ sklonnoscia^. 

W istocie rzeczy przekonanie, ze swiat, a wie^c i czlowiek, jest czyms, co wlasciwie nic powinno 
bye, jest wymarzone do tego, by napelnic nas poblazliwoscia^ wzgle^dem siebie; czegoz bowiem 
mozna oczekiwac od istot o takim predykamencie? - Ba, z tego punktu widzenia mozna by wpasc na 
pomysl, iz najodpowiedniejszym sposobem zwracania siQ do siebie - zamiast monsieur, sir, pan etc. - 
bylby zwrot „towarzysz niedoli, soci malorum, compagnon dc miscrcs, my feuow-sufferer". 
Jakkolwiek dziwnie moze to brzmiec, odpowiada przeciez faktycznemu stanowi rzeczy, rzuca na 
innego najwlasciwsze swiatlo, i przypomina o tym, co najniezbejlniejsze: o tolerancji, cierpliwosci, 
wyrozumialosci i milosci blizniego, ktorych to cnot kazdy potrzebuje i ktore przeto jest innym 
dtuzny. 

Cecha^ rzeczy tego swiata, zwlaszcza zas swiata ludzkiego, jest nie tyle - jak si$ czesto powiada - 
niedoskonalosc, co raczej wypaczenie: w sferze moralnej, intelektualnej, fizycznej, we wszystkim. 

Przynalezne czesto do wielu wyst^pkow usprawiedliwienie: „to przeciez dla czlowieka naturalne", 
zadna^ miara^ nic wystarcza; winno siQ na to odrzec: „wlasnie dlatego, ze zle, jest to naturalne, i 
wlasnie dlatego, ze naturalne, jest to zle". Aby to wlasnie poja^c, trzeba rozpoznac sens nauki o 
grzechu pierworodnym. 

Przy ocenie jakiegos ludzkiego indywiduum nalezaloby siQ stale trzymac punktu widzenia, ze 
podstawa^ jego jest cos, co wcale nie powinno bye, cos grzesznego, wypaczonego, to co rozumiano 



20 



pod nazwa grzechu pierworodnego, przez co czlowiek stal siq pastwa smierci; ten wlasnie zly stan 
podstawowy charakteryzuje si^ nawet tym, iz nikt nie znosi, gdy siq go uwaznie obserwuje. Czegoz 
mozna od takiej istoty oczekiwac? Jesli wi^c od tego wyjdziemy, b^dziemy go osadzac poblazliwiej; 
nie be^dziemy siq dziwie, gdy tkwia^ce w nim diably kiedys si$ ockna^ i ujawnia, i zdolamy lepiej 
ocenic dobro, ktore przeciez - czy to moca^ intelektu czy tez skaxlinad - w nim siQ uobecnia. 

Po drugie zas trzeba takze przemyslec swa sytuacjQ i gruntownie rozwazyc, iz zycic jest w istocie 
stanem n^dznym i czqsto zalosnym, gdzie kazdy musi zmagac siq i walczyc o swoj byt, i stad nie 
zawsze moze stroic mile miny. Gdyby, wre^cz przeciwnie, czlowiek byl tym, do czego chcQ go 
upodobnic wszystkie optymistyczne religie i filozofie: dzielem czy nawet wcieleniem Boga, ogolnie 
biora^c istota, ktora powinna w kazdym sensie bye, i to bye lak$, jaka jest; jakze inaczej musialby 
wtedy oddzialywac pierwszy widok, blizsza znajomosc oraz dalsze obcowanie kazdego czlowieka z 
nami - calkiem inaczej niz dzieje siQ to obecnie". 

Pardon is the word to all (ostatnia scena Cymbelina). Powinnismy bye poblazliwi dla wszelkiej 
ludzkiej glupoty. blejlow, wystQpkow, zywia^c w pami^d, ze wszystko co mamy przed soba^, to tylko 
nasze wlasne glupstwa, ble^dy i wystejiki; sa^to bowiem blejiy rodzaju ludzkiego, do ktorego takze my 
nalezymy, a zatem nosimy w sobie jego wszystkie bl^dy - rowniez i te, na ktore siQ wlasnie obu- 
rzamy, po prostu dlatego, ze akurat w tej chwili w nas nie wystejmja^ Nie ukazuja^ siQ mianowicie na 
powierzehni, lecz kryja^ si^ w glejri, i przy pierwszej okazji wyplywaja^ na wierzeh i siq ujawniaja^ 
podobnie jak widzimy je teraz u innych; jakkolwiek u jednego ten, u owego inny blaxl goruje, i 
chociaz nie da siQ zaprzeczyc, ze pelna miara wszystkich zlych wlasnosci jest u jednego o wiele 
wiejisza niz u drugiego. Roznorodnosc bowiem indywidualnosci jest nieprzebrana. 

O SAMOBOJSTWIE 

O ile mi wiadomo, to jedynie wyznawcy religii monoteistycznych, a wie^c zydowskich, uwazaja^ 
samobojstwo za przest^pstwo. Rzuca siq to tym bardziej w oczy, ze ani w Starym Testamencie, ani 
tez w Nowym, nie znajdziemy zadnego zakazu, czy nawet wyraznej dezaprobaty w tej kwestii. 
Dlatego tez nauczyciele religii musza obudowywac swe potejiienie samobojstwa wlasnymi 
filozoficznymi racjami, ktore siq jednak lak marnie prezentuja^, ze probuja^ oni brak sily argumentacji 
zastajric sila demonstrowania swej odrazy, a wie^c wymyslaniem Musimy tu bowiem wysluchac, iz 
samobojstwo jest najwiejcszym tchorzostwem, jest mozliwe tylko w wyniku oblejiu, i wie^cej 
podobnych temu bredni; pada tez calkiem bezsensowny frazes, jakoby samobojstwo bylo 
„niesprawiedliwe", podczas gdy kazdy do niczego w swiecie nic ma tak bezspornego prawa, jak do 
wlasnej osoby i zycia. Zalicza siq je nawet - jak juz powiedziano - do zbrodni, z czym wiaze si$ 
haniebny pogrzeb i konfiskata spuscizny; dlatego sa^d przysie^glych wyrokuje prawie zawsze o fakcie 
oble^du. Pozostawmy na razie rozstrzygni^cie w lej kwestii poczuciu moralnemu i porownajmy 
wrazenie, jakie wywiera na nas wiadomosc, iz jakis znajomy popelnil przest^pstwo, a wie^c 
zabojstwo, okruciehstwo, oszustwo czy kradziez, z informacja^ o jego dobrowolnej smierci. Podczas 
gdy pierwsza wiadomosc budzi najzywsze oburzenie, najwyzsza^ niechqc, wolanie o karQ lub zemstQ, 
to druga wywoluje zalosc i wspolczucie, z domieszka^ raczej podziwu dla jego odwagi miast moralnej 
dezaprobaty, ktora towarzyszy zlemu postej)kowi. Kto nie mial znajomego, przyjaciela, krewnego, 
ktory dobrowolnie rozstal siQ z tym swiatem? - I o takim mielibysmy myslec z od~ raza^ jak o 
przestQpcy? Nego ac pernego! Jestem raczej zdania, ze duchownych nalezaloby wezwac do zdania 
sprawy z tego, co upowaznia ich - przy niemoznosci podparcia siQ jakimkolwiek biblijnym 
autorytetem, ba, przy braku chocby jakichs uzasadnionych argumentow filozoficznych - do 
pi^tnowania takiego popelnionego przez wielu milych nam i powazanych ludzi postej)ku jako 
zbrodni, i do odmawiania tym, co dobrowolnie odchodza^ ze swiata, uczciwego pogrzebu. Trzeba 
jednak przy tym ustalic, iz zaxla siQ podania racji, i nie przyjmuje siq w zamian pustych frazesow ani 
obelzywych slow 2 . - Gdy sadownictwo karne pot^pia smobojstwo, nic jest to przeciez koscielnie 



21 



wazny powod, a nadio rzecz bezwzglejinie smieszna: jakaz bowiem kara moze odstraszyc tego, kto 
szuka smierci? - Jesli karze siq probe^ samobojstwa, to karze si$ w istocie niezre^cznosc, przez ktora^ 
proba ta si$ nie powiodla. 

Takze starozytni byli dalecy od tego, by rozpatrywac cala^ rzecz w owym swietle. Pliniusz (hist, 
nattib. 28, c. 1; t. IV, s. 351, red. Bip.) mowi: Viiam quidem non adeo ex-petendam censemus, ul 
quoque modo trahenda sit. Quisqu-is es lalis, aeque monere, etiam cum obscoenus vixeris, aut 
nefandus. Quapropter hoc primum quisque in remediis animi sui habeat: ex omnibus bonis, quae 
homim tribuit natura nullum melius esse tempestiva morte: idque m ea optimum, quod Ulam sibi 
quisque praestare potevit. Tenze mowi rowniez (Lib. 2, c. 7; t. I. s. 125); ne Deum quidem posse 
omnia. Namque ne^c sibi potest mortem consciscere, si velit, quod homini dedit optimum in tantis vitae 
poenis etc. Wrqczano przeciez w sposob jawny z polecenia magistratu - w Massalii i na wyspie Keos - 
kielich z cykutq temu, kto mogt podac uzasadnionione racje, dla ktdrych chce umrzec (Vol. Max. L. 11, 
c. 6 P 7 et 8) 3 . A iluz to bohaterow i mqdrcow starozy trios ci zakohczylo swe zycie dobrowolnq 
smierciq! Mowi wprawdzie Arystoteles (Eth. Nicom. V, 75), iz samobojstwo jest niesprawiedliwosciq 
wobec pahstwa, jakkolwiek nie wobec wiasnej osoby; jednakze Stobqjos przytacza w swej prezentacji 
etyki perypa-tctyckiej (Eci. eth. II, c. 7, s. 286) nastepujqce zdanie: 

Pheuklon de ton bion gignesfhai iois men agalhois en tais agan atykhiais tois de kakois kai en lais 
agan eufykhiais (Viiam autem re!inquendam esse bonis m nimiis quidem miseriis, pravis ero m 
nimiiim quoque secundis). / podobnie, s. 312: Dio kai gamesein, kai paidopoiesesthai, kai po- 
lifeuseslhai, etc., kai katholou ten arelen askounta kai me-nein en to bioi, kai palm, ei deoi, pole di' 
anankas apalla-gesesthai, laphes pronoesanta, etc (Ideoque ugorem duclurum, et liberos 
procreaturum, et ad civilatem accessurum etc., alque omnino virlutem coiendo turn viiam serva- 
lurum, turn ilerum, cogenie necessifate, reiicturuin, etc.), Nawet u stoikow znqjdujemy pochwaiq 
samobojstwa jako szlachetnego i bohaterskiego postepku, na poparcie czego mozna przytoczyc setki 
fragmentow - najdobitniejszc zas pidra Seneki. U Hindusow nadto samobojstwo jawi siQ cz^sto jako 
czyn religijny, zwlaszcza w formie palenia wdow na stosie, a takze jako rzucanie siQ pod kola wozu 
boga Wisznu (Juggernaul), wydawanie siQ na lup krokodylom w Gangesie tub swiejych sadzawkach 
swiajynnych itp. Podobnie rzec,' si$ ma w teatrze, tym zwierciadle zycia: widzimy np. w znanej 
chihskiej sztuce l'orpbelin de la Chine (przeklad SI. Julien 1834), jak niemal wszystkie szlachetne 
charaktery kohcza^ swe zycic samobojstwem, przy czym w zaden sposob siQ nic napomyka, ani lez sa- 
memu widzowi nie przychodzi do glowy jakoby popelnili oni przest^pstwo. Ba, nie inaczej dzieje siQ 
w istocie na naszej wiasnej scenie; np. Palmira w Mahomecie, Mortimer w Marii Stuart, Otello, 
hrabina Terzky. Czyz mono log Hamleta jest rozwazaniem jakiegos przest^pstwa? Mowi siQ tu po 
prostu, ze gdyby miec pewnosc swego absolutnego unicestwienia poprzez smierc, to - wobec 
n^dznego stanu swiata - nalezaloby je bezwarunkowo wybrac. Bui ihere lies ihe mb. - Racje zas, 
wysuwane przez duchownych monoteistycznych, tj. zydowskich religii oraz dostosowuja^cych si$ d'i 
nich filozofow przeciw samobojstwu - to slabe, latwe do obalenia sofizmaty. (Zob. moja^ rozprawQ O 
podstawie moralnosci, [5]). Najradykalniejsze ich obalenie wyszlo spod piora Hume'a w jego Essay 
on Suicide, ktory ukazal siQ dopiero po jego smierci i od razu byl trzymany w ukryciu przez wstrejna^ 
bigoteri^ i haniebny angielski klerykalizm. Sta^d tez sprzedano tylko parQ egzemplarzy potajemnie i 
za slona^ cenQ i tylko przedrukowi w Bazylei zawdzi^czamy zachowanie tej i innej rozprawy owego 
wielkiego mejza: Essays on Suicide and the ImmoriaUiy of che soul, piora swiejej pami^ci Davida 
Hume'a, Basil 1799, wyd. Jamesa Deckera, s. 124. Fakt jednak, ze czysto filozoficzny - obalaja^cy z 
chlodna^ rozwaga^ obiegowe racje przeciw samobojstwu i pochodza^cy od jednego z najpierwszych 
myslicieli i pisarzy Anglii - traktat musial siQ tamze po kryjomu przemykac niczym jakies 
szelmostwo, az znalazl sobie ochronQ za granica^ przynosi wielki wstyd narodowi angielskiemu, 
Zarazem dowodzi to, jakiez to czyste sumienie ma w tym punkcie Kosciol. - Jedynie wazny powod 
moralny przemawiaja^cy przeciw samobojstwu, przedstawilem w swym glownym dziele, t. I. [69]. 
Polega on na tym, iz samobojstwo przeszkadza w osia_gniQciu najwyzszego celu moralnego, 



22 



podsuwaja^c zamiast rzeczywistego wyzwolenia z tego bolesnego swiata wyzwolenie czysto pozome. 
Jednakze od tego zbla^dzenia do przestQpstwa - jak chce go napiejnowac chrzescijahskie 
duchowienstwo - wiedzie nader daleka droga. 

Chrzescijanstwo zawiera w swej najskrytszej glejri prawdQ, ze cierpienie (krzyz) jest wlasciwym 
celem zycia; sta^d tez odrzuca, jako sprzeczne z tym celem, samobojstwo - aprobowane, a nawet 
szanowane z nizszego punktu widzenia przez starozytnych. Owa racja przemawiaja^ca przeciw 
samobojstwu ma wszakze charakter ascetyczny, obowiazuje wie^c tylko z o wiele wyzszego punktu 
widzenia niz ten, jaki kiedykolwiek zajmowali europejscy etycy. Jesli jednak znizymy si$ z owego 
bardzo wysokiego pulapu, to nic ma juz zadnej niezbitej racji, by potejriac samobojstwo. Niezwykle 
zywa, a przeciez nie maja^ca oparcie ani w Biblii, ani tez w uzasadnionych powodach gorliwosc kleru 
religii monoteistycznych w piejnowaniu samobojstwa musi wie^c - jak si^ zdaje - miec pewna^ 
skrywana^ racjej czyz nie taka, ze dobrowolne wyrzeczenie siq zycia jest zlym komplementem pod 
adresem Tego, ktory rzekl paniq kala lianl - Znowu wice to 6w obowiazuja^cy optymizm religii 
monoteistycznych oskarzalby samobojstwo, aby nie bye samemu przez nie oskarzonym. 

Ogolnie biora^c stwierdzimy, iz skoro tylko dociera siq do punktu, w ktorym groza zycia 
przewyzsza grozQ smierci, czlowiek kladzie kres swemu zyciu. Opor tej ostatniej jest jednak 
znacza^cy; niejako czuwa ona niczym straznik u bramy wyjsciowej. Nie ma bye moze nikogo z 
zyja^cych, kto by nie skohczyl juz z zyciem, gdyby 6w koniec byl czyms czysto negatywnym, naglym 
ustaniem istnienia. - Jednakze zachodzi przy tym cos pozytywnego: zniszczenie ciala. Jest to 
odstraszaja^ce, i to wlasnie dlatego, ze cialo jest zjawiskiem woli zycia. Tymczasem walka z owym 
straznikiem nie jest z. reguiy tak trudna, jak by siQ to nam wydawalo z daleka; a to z powodu 
antagonizmu mie^dzy cierpieniem duchowym i cielesnym. Gdy mianowicie cierpimy bardzo ciejzko 
na ciele, obojejniejemy na wszystkie inne troski; na sercu lezy nam jedynie nasze wyleczenie. 
Podobnie tez intensywne cierpienia duchowe sprawiaja^ ze stajemy si$ nieczuli na bole cielesne; 
gardzimy wre^cz nimi. Ba, gdy te ostatnie zyskuja^ przypadkiem przewagQ, fakt 6w jest dla nas 
dobroczynnym wytchnieniem, pauza^ w cierpieniu duchowym. To wlasnie jest czynnikiem ulat- 
wiaja^cym samobojstwo, o tyle ze zwiajzany z tym aktem bol cielesny traci wszelkie znaczenie w 
oczach czlowieka udrexzonego przemoznym cierpieniem duchowym. Jest to szczegolnie widoczne u 
tych, ktorzy przez absolutnie chorobliwy gleJ)oki rozstroj duchowy sa^ doprowadzeni do samobojstwa. 
Nie wymaga to wcale od nich samozaparcia; nie musza^ siQ do tego specjalnie sposobic; lecz skoro 
tylko przydany im stroz pozostawi ich samych na dwie minuty, klada^ szybko kres swemu zyciu. 

Gdy w ci^zkich koszmarnych marzeniach sennych wzmaga siq w najwyzszym stopniu trwoga, to 
sama ona wlasnie przywodzi nas do przebudzenia, dziejd ktoremu znikaja^ wszystkie te nocne 
okropnosci. To samo dzieje siQ we snie zycia, kiedy to najwyzszy stopieh zatrwozenia zmusza nas do 
przerwania owego snu. 

Samobojstwo mozna tez uwazac za eksperyment, pytanie, ktore zadaje siQ naturze, chca^c wymoc 
na nie odpowiedz; mianowicie, jakiej zmiany doznaje przez smierc ludzkie istnienie i poznanie. Ale 
jest to eksperyment niezr^czny; znosi bowiem tozsamosc swiadomosci, ktora mialaby poslyszec 
odpowiedz. 

SUPLEMENT DO NA UKI O POTWIERDZENIU I ZAPRZECZENIU WOLI ZYCIA 

Mozna ponieka^d a priori pojaA vulgo rozumie siq to samo przez si$, ze to, co teraz wytwarza 
fenomen swiata, musi tez bye zdolne, by lego nic czynic, tj. pozostawac w spokoju - lub lez, innymi 
slowy, ze procz terazniejszej diastole musi rowniez bye syslole. Jesli wie^c la pierwsza jest 



23 



zjawiskiem chcenia zycia, ta druga b^dzie zjawiskiem niechcenia zycia. B^dzie ona lez w istocie 
identyczna z magnum sakhepal doktryny wedyjskiej (Oupnckhat, t. I, s. 163), nirwanq buddystow, 
jak i z epekema ncoplaton-czykow. 

W odpowiedzi na pewne niedorzeczne zarzuty zauwazam, iz zaprzeczenie woli zycia /.adna miara 
nie oznacza zniszczenia substancji, lecz sam tylko akt niechcenia: to samo, co dotard chcialo, juz nie 
chce. Skoro zas istotq, wolq, znamy jako rzecz w sobie tylko w - i przez akt chcenia, nie jestesmy 
wladni orzec czy pojaA czym ona - po wyrzeczeniu siq lego aktu - Jeszcze nadto jest lub co poczyna; 
sta^d tez zaprzeczenie to jest dla nas, ktorzy jestesmy zjawiskiem chcenia, przejsciem w nicosc. 

Potwierdzenie i zaprzeczenie woli zyda stanowi zwykle velle inolle. - Podmiot tych obu aktow jest 
jeden i ten sam, nie ulega wie^c jako taki zniszczeniu ani wskutek jednego, ani tez drugiego aktu. Jego 
velle przedstawia siq w tym naocznym swiecie, ktory wlasnie dlatego jest zjawiskiem swej rzeczy w 
sobie. - Z no/te natomiast nie poznajemy zadnego innego zjawiska, jak tylko zjawisko jego 
wystajrienia, i to tylko w indywiduum, ktore pierwotnie przynalezy juz do velle; sta^d lez dopoki 
jednostka istnieje, widzimy nolle wciaz w walce z velle. Jesli indywiduum dobieglo kresu i nolle 
wziejo w nim gorQ, to bylo ono czystym objawem nolle (taki jest sens papieskiej kanonizacji); o tym 
ostatnim mozemy tylko powiedziec, ze jego zjawisko nie moze bye zjawiskiem velle, nie wiemy 
jednak, czy nolle w ogole siQ jawi, tj. czy zachowuje jakis wtorny byt dla intelektu, ktory (intelekt) 
dopiero musialoby wytworzyc; a poniewaz intelekt znamy jedynie jako organ woli w jej 
potwierdzeniu, nie pojmujemy, dlaczego po jego (potwierdzenia) zniesieniu - mialoby go wytwarzac. 
Nie mozemy takze nic orzec o jego (no/te) podmiocie, gdyz rozpoznalismy go pozytywnie tylko w 
przeciwstawnym akcie velle, jako rzecz w sobie jej swiata zjawiskowego. 

Mi^dzy etyka Grekow a etykQ Hindusow zachodzi jaskrawe przeciwiehstwo. Ta pierwsza 
(chociaz z wyjajkiem Platona) ma za eel zdolnosc do prowadzenia szczeiliwego zycia, vitam heatam; 
druga zas uwolnienie i wyzwolenie z zycia w ogole, jak si$ to wprost stwierdza zaraz w pierwszym 
zdaniu traktatu Sankhjakarika. 

Spokrewniony z tym i wzmozony naocznoscia kontrast otrzymamy rozwazaja^c piejmy antyczny 
sarkofag z Galerii Florenckiej, ktorego reliefy przedstawiaja^ caly rzad weselnych ceremonii, od 
pierwszych oswiadczyn az do odprowadzenia nowozehcow przy swietle pochodni Hymena do 
malzehskiego loza; wyobrazmy lez sobie obok trumnQ chrzescijahsko, okryte na znak zaloby 
czarnym kirem, i z wyrzezbionym na niej krucyfiksem. Jest to nader znacza^ce przeciwiehstwo. W 
obu przypadkach chodzi o pociechQ w smierci - w obu w przeciwstawny sposob i w obu z rowna^ 
slusznoscia^. Jeden obraz oznacza potwierdzenie woli zycia, ktoremu zycic po wsze czasy pozostaje 
pewne, jakkolwiek szybko by siQ zmienialy ksztatty. Drugi zas oznacza - poprzez symbole cierpienia 
i smierci - zaprzeczenie woli zycia i wyzwolenie ze swiata, gdzie kroluja^ smierc i szatan. - Mi^dzy 
duchem grecko-rzymskicgo pogahstwa a duchem chrzescijahstwa zachodzi przeciwiehstwo, ktore 
jest w swej istocie opozyeja^ potwierdzenia i zaprzeczenia woli zycia; ostatecznie zas chrzescijahstwo 
ma tu w gruncie rzeczy slusznosc. 

Etyka moja stoi w takim stosunku do wszystkich etyk europejskiej filozofii, jak Nowy Testament 
do Starego Testamentu - zgodnie z koscielnym pojmowaniem lego stosunku. Stary Testament 
poddaje mianowicie czlowieka wladzy Prawa, ktore jednak nie prowadzi do wyzwolenia. Nowy 
Testament natomiast uznaje Prawo za niewystarczaja^ce, a nawet uwalnia od niego (np. Rz 7, Ga 2 i 
3). W zamian glosi on krolestwo laski, ktore osi^ga siQ przez wiarQ, milosc blizniego i calkowite 
samowyrzeczenie: jest to droga do wyzwolenia ze zla i ze swiata. Gdyz - na przekor wszystkim 
protesiancko-racjonalistycznym wypaczeniom - duch ascetyczny jest w istocie rzeczy dusza^ 
Nowego Testamentu. Duch ten zas - to wlasnie zaprzeczenie woli zycia, a owo przejscie od Starego 
do Nowego Testamentu, od rza^dow Prawa do panowania wiary, od usprawiedliwienia przez uczynki 
do wyzwolenia przez Posrednika, od wladzy grzechu i smierci do wiecznego zycia w Chrystusie 



24 



oznacza sensu proprio przejscie od zwyklych cnot moralnych do zaprzeczenia woli zycia. - Otoz. w 
duchu Starego Testamentu sa^ utrzymane wszystkie poprzedzaja^ce mnie etyki filozoficzne, z ich 
absolutnym (tj. wyzbytym podstawy, jak i celu) prawem moralnym i wszelkimi moralnymi 
nakazami i zakazami, do ktorych skrycie dokomponowuje si$ rozkazujaxego Jahwe, jakkolwiek 
rozmaicie wypadaja^ w nich formy i prezentacje calej sprawy. Moja etyka zas ma podstawQ, sens i 
cci: wykazuje najprzod teoretycznie metafizyczna^ podstawQ sprawiedliwosci i milosci blizniego, 
polem zas ukazuje eel, do ktorego one - przy doskonalym praktykowaniu - musza^ w koncu 
prowadzic. Zarazem deklaruje otwarcie naganny charakter swiata i odsyla do zaprzeczenia woli jako 
drogi do wyzwolenia. Jest wie^c rzeczywiscie utrzymana w duchu Nowego Testamentu, podczas gdy 
wszystkie inne etyki sa^ w duchu Starego Testamentu i odpowiednio tez przeradzaja^ si$ teoretycznie 
w zwykry judaizm (nagi, despotyczny teizm). W tym sensie mozna by nauke^ nazwac wlasciwa^ 
filozofia chrzescijahska^ - jakkolwiek paradoksalnie moze to wygla^dac w oczach tych, ktorzy nie 
si^gaja^ do sedna sprawy, lecz kontentuja^ si$ zewnejxzna^ powloka^. 

Ten, kto zdolny jest do nieco gl^bszych przemysleh, pojmie latwo, ze ludzkie poza^dania nic 
zaczynaja^ bye grzeszne dopiero w tym punkcie, gdzie - krzyzujax siq przypadkowo w swych 
poszczegolnych daznosciach - powoduja^ z jednej strony zlo doznawane, z drugiej zas zlo zadawane; 
lecz ze - w tym sianie rzeczy - musza^ bye grzeszne i naganne juz pierwotnie i ze swej istoty, a zatem 
sama cala wola zycia jest niegodna. Cala przeciez ohyda i bolesc, przepelniajaxa soba^ swiat, jest 
tylko nieuniknionym rezultatem wszystkich charakterow, w ktorych obiektywizuje siq wola zycia w 
powiajzanych nieprzerwanym lahcuchem koniecznosci okolicznosciach, ktore dostarczaja^ im 
motywow - a wie^c zwyklym komentarzem do potwierdzenia woli zycia (por. Deutsche Theologic, s. 
93). Smierc dowodzi, ze samo nasze istnienie implikuje whiQ. 

Szlachetny charakter nic b^dzie siq pochopnie zalil na swoj wlasny los, raczej odnosi siQ doh to, co 
Hamlet mowi na pochwal^ Horacego; For Ihou hast been As one, m siifferinf; all, Ihat suffers 
nolh/m; (Byles jedynym, ktory umial przyja^c kazde cierpienie jak gdyby bez cierpieh'. 

Mozna to zrozumiec z racji taktu, iz laki czlowiek, rozpoznaja^c wlasny istotq takze w innych i sta^d 
uczestnicza^c w ich losie, widzi prawie zawsze wokol siebie doswiadczenia losowe jeszcze ciejzsze niz 
jego wlasne; dlatego tez nie moze wnosic skargi na swoj los. Natomiast nieszlachetny egoista, ktory 
ogranicza wszelka^ rzeczy wistosc do samego siebie uwazaja^c innych za zwykle maski i fantomy, nie 
be^dzie w ogole uczestniczyl w ich losie, lecz zakrza^tnie siq wylaxznie wokol wlasnego; czego na- 
stQpstwem sa^ czeste lamenty i wielka drazliwosc. 

Wlasnie to rozpoznanie siebie w obcym zjawisku, z czego - jak to cze^sto wykazywalem - 
wyplywaja^przede wszystkim sprawiedliwosc i milosc blizniego, prowadzi w kohcu do wyrzeczenia 
siq woli; zjawiska bowiem, w ktorych siQ ona przedstawia, lak wyraznie znajduja^ siQ w stanie 
cierpienia, ze ten, kto rozcia_ga swe „ja" na nie wszystkie, nic moze nadal go („ja") chciec - niczym 
ktos, kto wybieraja^c wszystkie bilety loteryjne musi z koniecznoscia^ poniesc wielka^ stratq. 
Potwierdzenie woli zaklada ograniczenie samoswiadomosci do wlasnego indywiduum i bazuje na 
mozliwosci korzystnego biegu zycia z rejd przypadku. 

Jesli przy pojmowaniu swiata wychodzi siq od rzeczy w sobie, woli zycia, to jako jej rdzeh, jej 
najwiejisze stQzenie znajdujemy akt plciowy; jawi siq on wtedy jako poczatek, jako punkt wyjsciowy, 
jest puncium saliens jaja swiata i rzeczy najwazniejsza^. Jakiz to natomiast kontrast, jesli wyjdziemy 
od danego nam jako zjawisko, empirycznego swiata, swiata jako przedstawienie! Tu mianowicie akt 
6w prezentuje siejako cos calkiem osobnego i szczegolnego, o podrz^dnej randze, ba, jako zaslonieja 
i ukryta sprawa uboczna, ktora siq tylko chylkiem wkrada, dziwaczna anomalia, dajaxa cz^sto lemat 
do smiechu. Mogloby siq jednak zdawac, iz diabel chcial siq tylko przy tym zabawic z nami w 
chowanego, gdyz spolkowanie jest jego zadatkiem, swiat zas jego krolestwem. Czyz nie zauwazono, 
jak Ulico post coiliim cachinnus auditur Diabo-lll, co powaznie mowia^c, polega na tym, iz za^dza 
plciowa, zwlaszcza gdy - przez zogniskowanie na okreslonej kobiecie - przybierze nasilone formQ 



25 



zakochania, stanowi kwintesencjQ caiego szalbierstwa tego zacnego swiata; tak bowiem 
niewymownie, nieskonczenie i przesadnie wiele obiecuje, a tak zalosnie malo dotrzymuje. 

Udzial kobiety w plodzeniu jest w pewnym sensie bardziej niewinny niz udzial m^zczyzny; o tyle 
mianowicie, ze ten ostatni daje plodzonemu wolq, ktora jest pierwszym grzechem i sta^d zrodlem 
wszelkiego doznawanego i zadawanego zla. Kobieta natomiast uzycza poznania, ktore otwiera drogQ 
do wyzwolenia. Akt plciowy jest wejzlem swiata, znaczy bowiem: „Wola zycia potwierdzila siq na 
nowo". W tym sensie stereotypowa sentencja braminska ubolewa: „Biada, biada, linga jest w joni", - 
Poczexie i ciaza natomiast znaczy: „Woli znow przydano swiatlo poznania"; przy ktorym to swietle 
moze ona znowu odnalezc wlasciwa, drogQ - tak wie^c pojawila siQ na nowo mozliwosc wyzwolenia. 

Tlumaczy to godne uwagi zjawisko, ze podczas gdy kazda kobieta, zaskoczona w trakcie aktu 
plciowego, chcialaby ze wstydu umrzec, to zarazem bez cienia wstydu, ba z pewnego rodzaju duma^ 
obnosi siQ ze swa^ ciazaj 

wsz^dzie indziej przeciez laki nieomylnie pewny znak traktuje siq jako rownoznaczny z sama^ 
oznaczona^ rzecza^ sta^d tez kazdy inny znak spelnionego coilus zawstydza kobiety w najwyzszym 
stopniu - nie zawstydza tylko cia^za, Tlumaczy siQ to tym, iz zgodnie z powyzszym, ciaza niesie ze 
soba^w pewnym sensie zmazanie winy, zacia_gniej;ej przez coilus, lub przynajmniej daje taka^nadziejQ. 
Dlatego tez coitus jest nosicielem caiego zwia^zanego z tym aktem wstydu i sromoty; podczas gdy 
jego rodzona siostra, ciaza, pozostaje czysta i niewinna, ba, jest poniekaxl czcigodna. 

Coitus jest nade wszystko sprawa^ m^zczyzny, ciaza zas wyla^cznie kobiety. Od ojca otrzymuje 
dziecko woIq, charakter; od matki natomiast intelekt. Ten ostatni jest zasada^ wyzwo lici ciska, wola 
zas zasada^ krQpuja^. Coitus Jest oznaka^ stalego istnienia w czasie woli zycia, mimo caiego 
pot^gowanego przez intelekt oswiecenia; oznaka^ zas przydanego na nowo tej woli, otwierajaxego 
mozliwosc wyzwolenia swiatla poznania, i to w najwyzszym stopniu jasnego, jest ponowione 
ucielesnienie w czlowieku woli zycia. Jego symbolem jest cia^za, ktora przeto obnosi siq ?. cala^ 
otwartoscia^, a nawet duma, podczas gdy coitus si$ kryje niczym przest^pca. 

Niektorzy Ojcowie Kosciola uczyli, ze nawet malzenski stosunek dozwolony jest tylko wtedy, gdy 
jego wyla^cznym celem jest splodzenie potomkow, epi monet paidopoiiai, jak mowi Klemens 
Aleksandryjski, Sirom., L. Ill, c. II (Odnosne ustejjy znajdziemy zestawione w: P. E. Lind, De 
coelibalu Chrislianorum, c.I). Klemens (Sirom. Ill, c. 3) przypisuje 6w pogla^d takze 
pitagorejczykom. Jest on wszakze, scisle biora^c, ble^dny. Jesli bowiem coilus nie jest juz chciany 
przez wzglaxl na niego samego, to nastajrilo tymczasem zaprzeczenie woli zycia, wtedy zas dalsze 
mnozenie ludzi jest zbyteczne i bezsensowne, o tyle ze eel jest juz osiajmiejy. Nadto, bez wszelkiej 
subiektywnej namiejnosci, bez poza^dan i fizycznego pocia_gu, a tylko z czystego rozmyslu i zimnej 
kalkulacji umieszczac czlowieka w swiecie, by w nim zyl - byloby to dzialanie bardzo moralnie 
wajpliwe, ktorego podjejaby siq chyba tylko garstka, ba, o ktorym ktoz moglby wre^cz rzec, iz ma siq 
ono do pola^czenia z samego popejiu plciowego tak, jak morderstwo z premedytacja^ do zabojstwa w 
afekcie. 

Na czyms z gruntu odwrotnym polega wlasciwie potejtienie wszelkich przeciwnych naturze 
zaspokojen seksualnych; przez nic bowiem czyni siq zadosc pop^dowi, a wie^c potwierdza siq woIq 
zycia, odpada jednak czynnosc rozmnazania, ktora jedna przeciez otwiera mozliwosc zaprzeczenia 
woli. Tlumaczy to fakt, iz dopiero z nastaniem chrzescijanstwa - jego bowiem tendencja jest 
ascetyczna - uznano pederasti^ za cie^zki grzech. 

Klasztor jest miejscem wspolbytnosci ludzi, ktorzy slubowali ubostwo, czystosc, posluszenstwo (tj. 
wyrzeczenie siq samowoli) i staraja^ siQ poprzez to wspolzycie ulatwic po czQSci sama^ egzystencj^, a 
w jeszcze wiejiszej mierze 6w stan trudnej rezygnacji, jako ze widok podobnie usposobionych i tak 



26 



samo wyrzekaja^cych si$ ludzi umacnia ich decyzje^ i wlewa otuchej rowniez i towarzyskosc 
wspolnego zycia odpowiada w pewnych granicach ludzkiej naturze i jest niewinnym wytchnieniem 
przy wielu ciejzkich niedostatkach. Jest to normalne poj^cie klasztoru. I ktoz moze taka^ spolecznosc 
nazwac towarzystwem glupcow i blaznow, jak czyni to pod dyktando kazdej filozofii poza mojaj? 

Wewn^trzny duch i sens prawdziwego zycia klasztornego - jak i w ogole ascezy - polega na tym, 
iz uwazamy siQ za godnych i zdolnych do lepszego istnienia niz nasze; i przekonanie to chcemy 
poprzec i podtrzymac przez to, iz gardzimy ponQtami tego swiata, wszystkie jego rozkosze 
odrzucamy od siebie, jako bezwartosciowe, 1 oczekujemy juz konca tego wyzutego z proznych 
urokow zycia w spokoju i ufhosci, by powitac kiedys moment smierci jako chwil^ wyzwolenia. 
Instytucja sannjasinow ma dokladnie ten sam wydzwieji i znaczenie, podobnie tez jest ze stanem 
zakonnym w huddyzmie, Jednakze nigdzie praktyka nie zgadza siQ tak nagminnie z teoria^ jak w 
przypadku zycia zakonnego - wlasnie wskutek takiej wznioslosci idei stanu zakonnego; i abusus 
opnmi pessi-mus. Autentyczny mnich jest najczesciej czcigodna postaciaj w wiqkszosci jednak 
wypadkow kaptur mnisi jest zwyklym kostiumem maskowym, pod ktorym nie kryje siQ bynajmniej - 
wzorem masek maskaradowych - zaden prawdziwy mnich. 

Wyobrazenie, ze calkowicie i bez zastrzezen podlegamy obcej, indywidualnej woli i siQ na nia^ 
zdajemy, jest psychicznym - siuza^cym zaprzeczeniu wlasnej woli - udogodnieniem i stad 
odpowiednim alegorycznym narz^dziem prawdy. 

Liczba regulamych trapistow jest wprawdzie mala, natomiast polowa chyba ludzi sklada siQ z 
mimowolnych Irapis-tow; udzialem ich i przeznaczeniem sq n^dza, slepe posluszehstwo, brak 
jakichkolwiek rozkoszy, ba, najniczb^dniej-szych udogodnieh, czesto zas i wymuszona czy 
spowodowana niedostatkiem czystosc. Roznica jest tylko laka, ze trapis-ci uprawiaja^ swoj proceder 
dobrowolnie, metodycznie i bez, nadziei na poprawQ, podczas gdy 6w pierwszy sposob trzeba 
zaliczyc do tego, co w swych poswi^conych as-cezie rozdzialach okreslilem terminem deuleros 
pious; 

o zaistnienie czego zreszta^ natura juz moca^ podstawy swego ladu wystarczajaxo siQ zatroszczyla, 
zwlaszcza gdy do wynikajaxego z niej bezposrednio zla doliczymy jeszcze inne jego rodzaje, 
powodowane wasniami i zlosliwosciami ludzi na wojnie i w czasie pokoju. Tq wlasnie koniecznosc 
niedobrowolnego cierpienia - dla wiecznego zbawienia - wyraza tez owo powiedzenie Zbawiciela 
(Ml 19,24): eukopoteron estin, kamilon dia trypematos raphidos diehhem, e plousion eis, len 
basileian tou Iheou eiseilhein (Facilius est, [linem ancorarium per foramen acus iransire, quam 
divitem regnum diyinum ingredi'). Dlatego i ci, ktorzy z najwiejisza, powaga^ zabiegali o wieczne 
zbawienie, wybierali dobrowolne ubostwo, gdy los im go odmowil i urodzili siQ w bogactwie; tak 
bylo i z Budda^ Sakjamunim, ktory jako ksiaiQ krwi dobrowolnie wziaj do rejd kij zebraczy, oraz z 
Franciszkiem z Asyzu, zalozycielem zakonu zebraczego, ktory zapylany jako mlody fircyk na balu, 
gdzie zasiadly obok siebie corki notabli: 

„No panie Franciszku, chyba pan wkrotce wybierze sposrod tych pi^knosci?" odrzekl: 
„Upatrzyiem juz sobie o wiele piejmiejszaj'. - „0, ktora^z to?" - „La poyerta" -po czym niebawem 
wszystko porzucil i zaczaj przemierzac kraj o kiju zebraczym. 

Kto - w drodze takich rozwazah - uprzytomni sobie, jak konieczne sa^ przewaznie do naszego 
zbawienia n^dza i cierpienie, ten rozpozna, ze musimy zazdroscic innym nie tyle ich szczescia, co 
raczej ich nieszczQScia. 

Takze i stoickie usposobienie, ktore stawia czolo losowi, jest z lej samej przyczyny dobrym 
wprawdzie pancerzem przeciw cierpieniom zycia, pozwalaja^c lepiej znosic terazniejszosc, ale 
przeciwstawia siQ prawdziwemu zbawieniu. Zatwardza bowiem serce. Jakze cierpienie mialoby to 
serce ulepszyc, jesli to ostatnie - zamkni^te w kamiennej otoczce - go nie odczuwa? - Zreszta^ pewien 



27 



stopien tego stoicyzmu nie jest az tak rzadka^ rzeczy. Czesto moze bye pewna^ maniera^, sprowadzaja^c 
siQ do bonne min% au mauvais jen, lam jednak, gdzie jest nieudawany, wynika przewaznie ze zwyklej 
nieczulosci, z braku energii, zywotnosci, z niedostatku uczuc i fantazji, ktore sa^ nawet wymagane do 
wielkiej zgryzoty. Tego rodzaju stoicyzmowi sprzyjaja^zwlaszcza flegma i ocie^zalosc Niemcow. 

Niesprawiedliwe czy zlosliwe dzialania sq w odniesieniu do lego, kto je popelnia, oznakami 
intensywnosci jego potwierdzenia woli zycia, a przeto objawami dystansu, ktory dzieli go od 
prawdziwego zbawienia, zaprzeczenia woli, czyli wyzwolenia ze swiata - a wiec i zapowiedziami 
dlugiej szkoly poznania i cierpienia, ktora jeszcze musi przebrnaA zanim tarn dotrze. W odniesieniu 
zas do tego, kto wskutek owych dzialan doznaje cierpienia, sa^ one wprawdzie fizycznie zlem, 
metafizycznie jednak dobrem i w gruncie rzeczy dobrodziejstwem, przywodzQ bowiem w efekcie 
cierpiaxego ku prawdziwemu zbawieniu. 

Duch swiata: Oto wie^c pensum twych prac i twych cierpien; masz za to istniec, tak, jak istnieja^ 
wszystkie inne rzeczy. 

Czlowiek: Ale coz ja mam z lego istnienia? Jesli peine krza^taniny, darzy mnie niedolaj jesli wyzbyte 
zajex - nuda^. Jak mozesz za tyle pracy i tyle cierpienia proponowac mi tak ne^dzna zaplatej? 

Duch swiala: A przeciez jest to ekwiwalent wszystkich twych trudow i wszystkich twych cierpien; i 

jest nim wlasnie z racji swej marnosci. 
Czlowiek: Taka sprawa? To doprawdy przechodzi moja^ zdolnosc pojmowania, 

Duch swiata: Wiem. - (na stronie) Czy mam mu powiedziec, iz wartosc zycia polega wlasnie na tym, 
iz uczy ludzi, by nie chciec zycia? Do tego najwyzszego wtajemniczenia musi go dopiero 
przysposobic samo zycie, jesli, jak powiedzialem, kazde ludzkie zycie - wzi^te w calosci - okazuje 
cechy tragedii, i dostrzegamy, ze nie jest ono z reguly niczym innym, Jak tylko pasmem zawie- 
dzionych nadziei, udaremnionych planow i zbyt pozno rozpoznanych bl^dow, tak ze o nim glosi swa^ 
prawde^ 6w smutny wiersz: 

(I starosc wtedy w parze z doswiadczeniem Wioda^ go do smierci darza^c rozumieniem Po tak 
bolesnym i dlugim dazeniu, ze cale mu zycie zbieglo na bla^dzeniu). 

To zgadza siQ najzupelniej z mym swiatopogla^dem, ktory traktuje samo istnienie jako cos, co nie 
powinno raczej bye, jako swego rodzaju zbla^dzenie, od ktorego ma nas odwiesc jego (istnienia) 
poznanie. Czlowiek, ho anthropos, juz w ogolnosci is in the wrong, o tyle ze istnieje i Jest 
czlowiekiem: analogicznie wiex do tego i kazdy poszczegolny czlowiek, anthropos, ogarniaja^c 
spojrzeniem swe zycie, znajduje siebie generalnie in the wrong; ze pojmuje on to w ogolnosci, 
stanowi jego wyzwolenie, zarazem zas musi on zacza^c rozpoznawac to w poszczegolnym wypadku, tj. 
w swym indywidualnym biegu zycia. Gdyz quidquid valel de genere, valet et de specie. Zycie nalezy 
bezwzgl^dnie uwazac za surowe lekcje^, ktorej si$ nam udziela, chocbysmy - z naszymi nakiero- 
wanymi na calkiem inne cele formami myslowymi - nic mogli zrozumiec, jak to siQ moglo stac, ze jej 
potrzebowalismy. Stosownie do tego powinnismy rozpami^tywac naszych zmarlych przyjaciol z 
satysfakeja^, zwazywszy, iz zaliczyli oni swq lekcje, i z serdecznym zyczeniem, by wyszla im na 
dobre. Z lego samego punktu widzenia powinnismy wypatrywac naszej wlasnej smierci jako 
pozaxlanego i radosnego zdarzenia - zamiast, jak to siQ przewaznie dzieje, z trwoga, i zgroza^. Szczqs- 
liwe zycie jest niemozliwe: najwyzsza^ rzeczy jaka^ czlowiek moze osia_gna^c, jest zywot heroiczny. 
Zywot taki wiedzie ten, kto w jakikolwiek sposob i w jakiejkolwiek sprawie walczy z ogromnymi 
trudnosciami za to, co jakos wychodzi wszystkim na dobre, i ostatecznie zwyciejza, przy tym jednak 
zostaje zle ba^dz wcale nic nagrodzony. Zastyga na koniec w kamiennym ksztalcie, jak ksiajzQ w Re 
corvo Gozziego, ale w szlachetnej postawie i z gestem wspanialomyslnosci. Jest upamiejniony i 
czczony jako heros; jego woja, poddana przez cale zycie umartwieniom wskutek trudu i pracy, 



28 



niepowodzen i niewdzi^cznosci swiata, wygasa w nirwanie (w tym wlasnie sensie Carlyle pisal swoj 
traktat Heroes and Hero worship). 

O ile mozemy - w drodze takich rozwazan, jak powyzsze, a wie^c z nader wysokiego punktu 
widzenia - dojrzec usprawiedliwienie cierpien ludzkosci, to jednak usprawiedliwienie owo nie 
rozcia_ga si$ na zwierzQta, ktorych cierpienia - spowodowane wprawdzie przewaznie przez czlowieka, 
czQsto wszakze zaistniale bez jego wspoiudziaiu - sa^ wielkie 3 . Narzuca si^ wi^c pytanie: po co la 
umQczona zn^kana wola w mnoza^cych si$ po tysia^ckroc ksztaitach, bez uwarunkowanej rozwaga^ 
swobodnej mozliwosci wyzwolenia? 

- Cierpienie swiata zwierzexego mozna usprawiedliwic tylko tym, iz wola zycia - poniewaz poza nia^ 
w swiecie zjawiskowym nic w ogole nic istnieje, ona zas jest glodna^ wola^ - musi siq zywic swym 
wlasnym cialem. Staxl tez gradacja jej zjawisk, z ktorych kazde zyje kosztem jakiegos innego. Nadto 
odsylam do (153] i [154], ktore wykazuja^, ze zdolnosc do cierpienia u zwierzaj: jest o wiele mniejsza 
niz u ludzi. Cokolwiek jednak daloby siq jeszcze poza tym stwierdzic, mialoby juz hipotetyczne, a 
nawet mityczne zabarwienie - pozostawmy to wie^c wlasnej spekulacji czytelnika. 

ALEGORIE, PRZYPOWIESCI I BAJKI 

Zwierciadlo wklesle mozna wykorzystac do roznorodnych alegorii, np. - jak czynilismy to 
ubocznie powyzej - mozna porownac je z geniuszem, o tyle, ze i ten koncentruje swa^ sile^ na jednym 
punkcie, aby - tak jak ono - rzutowac na zewnatrz ludzacy, ale upiejcszony obraz rzeczy, lub by w 
ogole akumulowac cieplo i swiatlo dla zdumiewaja^cych efektow. Wytworny polihistor natomiast 
przypomina rozpraszaja^ce zwierciadlo wypukle, ktore - nieco tylko pod swa^ powierzchnia^ - pozwala 
widziec wszystkie przedmioty rownoczesnie, do tego zas pomniejszony obraz slonca, i takie wlasnie 
rzutuje ku kazdemu we wszystkich kierunkach; podczas gdy zwierciadlo wkl^sle, oddzialuje tylko w 
jednym kierunku i wymaga okreslonego ustawienia jednego tylko widza. 

Po drugie, takze kazde prawdziwe dzielo sztuki daje sily porownac ze zwierciadlem wkl^slym, o 
tyle, ze to, co ono wlasciwie przekazuje, nie jest jego wlasnym, namacalnym „ja", jego empiryczna^ 
trescia^ lecz lezy poza nim - niepochwytne rejioma, a raczej scigane wyobraznia^, jako wlasciwy, 
trudny do uje^cia duch rzeczy. Zajrzyjmy w tej kwestii do mego glownego dziela, rozdz. 34, s. 407 (3 
wyd., s. 463), t. II. 

Wreszcie zas nieszcz^sliwy kochanek moze satyrycznie porownac swa^ okrutna, piejmosc ze 
zwierciadlem wkleslym, ktore - tak jak ona - blyszczy, rozpala i niszczy swym ogniem, samo jednak 
pozostaje przy tym zimne. 

Szwajcaria przypomina geniusza: piejma i wzniosla, jednak raczej niezdatna do wydawania 
pozywnych owocow. Natomiast Pomorze i mokradla Holsztynu sa^ nader plodne i pozywne, ale 
plaskie i nudne, jak pozyteczny filister. 

Stalem przed wydeptana^ bezwzgl^dna^ stopa^ przecinka^ w dojrzewaja^cym lanie zboza, I oto 
ujrzalem mi^dzy niezliczonymi, calkiem do siebie podobnymi, prosciutkimi, dzwigaja^cymi peine 
ci^zkie klosy zdzblami cala^ gamQ niebieskich, czerwonych i fiolkowych kwiatow, ktore w swej 
naturalnosci, obsypane wdzi^cznym listowiem, nader byry piejme dla oczu. Ale - pomyslalem sobie - 
sa^ one nieprzydatne, nieplodne; sa^ wlasciwie zwykrym zielskiem zaledwie tu tolerowanym, poniewaz 
trudno go siQ pozbyc- Jednakze to tylko one uzyczaja^ owemu pejzazowi piejoia i uroku. Tak wie^c 
pelnia^ pod kazdym wzgle^dem tQ sama^ rolQ, jaka^ poezja i sztuki piejme odgrywaja^ w powaznym, 
pozytecznym i owocodajnym zyciu mieszczahskim. Sta^d tez moga, uchodzic za ich symbol. 



29 



Istnieja^ rzeczywiscie na ziemi bardzo piejme krajobrazy, ale sztafaz wsz^dzie kuleje; dlatego tez 
nie musimy siq nad nim zatrzymywac. 

Miasto z architektonicznymi dekoracjami, pomnikami, obeliskami, ozdobnymi studniami etc., 
do tego zas z kiepskimi brukami ulicznymi, jak to bywa zazwyczaj w Niemczech, przypomina 
kobietQ, przystrojona^ w zloto i klejnoty, i odziana^ przy tym w brudna^, obdarta^ sukniQ. Jesli chcecie 
dekorowac swe miasta na wzor wloskich, to wybrukujcie je najpierw tak jak miasta wloskie. I 
nawiasem mowia^c, nie stawiaja^c posa_gow na olbrzymich postumentach, lecz tak, jak to czynia^ Wlosi. 

Jako symbol bezczelnosci i bezwstydnosci winnismy przyja^c muche^. Podczas gdy bowiem 
wszystkie zwierz^ta unikaja^nade wszystko czlowieka i juz z daleka przed nim pierzchaja^, ona siada 
mu wprost na nosie. 

Dwu bawia^cych w Europie Chinczykow bylo po raz pierwszy w teatrze. Jeden z nich staral si$ 
usilnie pojax: mechanizm urza^dzen do zmian dekoracji, co tez mu siQ udalo. Drugi zas usilowal - 
mimo swej nieznajomosci jejzyka - odgadna^c sens sztuki. - Astronom przypomina tego pierwszego, 
filozof zas drugiego. 

Stoja^c przy rtQciowej wanience pneumatycznego aparatu zaczerpnalem z niej zelazna, lyzka, 
kilka kropli, podrzucilem do gory i znowu schwytalem na lyzkej 
gdyby siq to nie udalo, spadlyby z powrotem do wanienki, i nic by nie przepadlo, poza tylko ich 
chwilowa^ forma^. Sta^d tez powodzenie i niepowodzenie pozostawily mnie raczej w stanie obojejnosci. 
- Tak tez natura naturans, czyli wewnejxzna istota wszystkich rzeczy, ma siq do zyda i smierci 
jednostek 

Ma^drosc, ktora istnieje w formie czysto teoretycznej, nie stajax siq praktyczna, przypomina pelna^ 
rozQ, ktora cieszy innych swa^barwa, i wonia^ lecz opada, nie zawiajzujaj; owocow. - Nie ma rozy bez 
cierni. - Ale niektore ciernie sa^ bez roz. 

Pies jest calkiem slusznie symbolem wiernosci; posrod roslin zas symbolem takim winna bye 
jodla. Ona jednak bowiem trwa przy nas tak w zlym, jak i w dobrym czasie, i nie opuszcza nas wraz z 
promieniami slonca, jak czynia^ to wszystkie inne drzewa, rosliny, owady i ptaki - by powrocic, gdy 
niebo znowu siQ do nas usmiecha. 

Za rozlozysta^ w swym pelnym kwietnym przepychu jablonia^ wznosila swoj ciemny spiczasty 
wierzcholek prosta jodla. Jablon rzekla do niej: „Sp6jrz na tysia^ce piejorych, je^drnych kwiatow, 
jakimi jestem cala obsypana. Czym mozesz siq w zamian wykazac? Ciemnozielonymi iglami". - 
„Zapewne to prawda - odpowiedziala jodla -ale z nadejsciem zimy b^dziesz tu stala ogolocona z lisci, 
ja zas pozostanQ taka, jak teraz". 

Gdy niegdys zbieralem pod decern rosliny, znalazlem mie^dzy pozostalymi ziolami ciemnobarwna^ 
roslinkQ - tej samej co i one wielkosci - o skurczonych lisciach i prostej wypre^zonej lodydze. Gdy jej 
dotknajem, odezwala siQ dzwi^cznym glosem: „Nic ruszaj mnie! Nie jestem zielem do twego 
zielnika, jak te inne, ktorym natura wyznaczyla rok zycia. Me zycie be^dzie siQ mierzylo w stuleciach; 
jestem malym dabkiem". - Tak tez i ten, ktorego oddzialywanie ma si$ rozcia_gac na stulecia, stoi 
pozornie - jako dziecko, mlodzieniec, czesto jeszcze jako m^zczyzna, ba, w ogole jako istota zywa - 
na rowni z pozostalymi, wydaja^c siQ tak jak i oni nieznacza^cy. Ale niech tylko przyjdzie wlasciwa 
pora, a wraz z nia^ znawcy! Nie umiera on tak jak pozostali. 

Znalazlem kwiatek polny, podziwialem jego piejmo, jego doskonalosc we wszystkich 
czQSciach, i wykrzyknalem: „Alez to wszystko, w nim i tysia^cu jemu podobnych, lsni i przekwita, 
przez nikogo nie kontemplowane, ani nawet nie dostrzezone przez chocby jedno oko". Kwiatek 
jednak odrzekl: „Ty glupcze! Sa^dzisz, ze kwitaQ po to, aby bye widzianym? Rozkwitam przez 
wzgla^d na siebie, nie zas na innych - kwitnQ, poniewaz takie mam upodobanie. Na tym, ze kwitn^ i 
jestem, polega ma radosc i ma rozkosz". 

W czasie, gdy powierzehnia ziemi skladala siQ jeszcze 



30 



z jedno ksztaltnej, rownej powloki granitowej, i nie byio jeszcze zadnego impulsu do powstania 
jakiejkolwiek istoty zywej, wzeszlo pewnego ranka stance. Posianka bogow Iris, ktora wlasnie te^dy 
na polecenie Junony przelatywala, zawolala w swym pospiesznym locie do stonca: „Po co zadajesz 
sobie trud, by wzejsc? Nie ma przeciez zadnego oka, ktore by ci$ postrzeglo, ani kolumny Memnona, 
ktora by wydawala z twym wzejsciem dzwi^czne tony!" Odpowiedz brzmiala: „Lecz ja jestem 
sioncem, i wschodzQ, gdyz takim jestem; niechze mnie ogla^da, kto moze!" 

Piejma, zielenieja^ca i kwitna^ca oaza rozejrzala siQ wokol i niczego nie dojrzala poza 
dookolna^ pustyniaj daremnie si$ starala spostrzec podobne sobie miejsce. Narzekala wie^c gorzko: „0 
ja nieszczQsna osamotniona oaza! Jestem skazana tylko na siebie! Nigdzie nie ma mnie podobnej! Ba, 
nie ma nigdzie chocby jednego oka, ktore by mnie widzialo i radowaio siq mymi lakami, zrodlami, 
palmami i krzewami. Nie wokol poza smutna^ piaszczysta^ skalista^ martwa^ pustynia^. Na coz mi 
wszystkie zalety, uroki i bogactwa w tym osamotnieniu!" 

Rzekla wtedy stara zszarzala matka pustynia: „Dziecko, gdyby rzecz si$ miaia inaczej, gdybym nie 
byla smutna^ jalowa, pustynia^, lecz kwitna^ca^, zielona^ i tqtni^c^. zyciem taka^ wtedy nie bylabys zadna^ 
oaza^ zadnym wyposazonym przez nature, miejscem, slawionym jeszcze z oddali przez we^drowca. 
Bylabys tylko ma, mata, cza,stka, i jako taka skazana na znikomosc i niezauwazenie. Dlatego tez znos 
cierpliwie to, co jest warunkiem twego wyroznienia i twej stawy". 

Ten, kto wzlatuje balonem, nie widzi siebie, jak sie, wzbija w gore,, lecz jak zapada mu sie, coraz 
gle,biej pod stopami ziemia. Coz to ma znaczyc? Misterium, ktore pojmuja, tylko pokrewne umysly. 

W odniesieniu do oceny wielkosci jakiegos czlowieka, inna regula obowiazuje przy wielkosci 
duchowej, calkiem inna zas przy fizycznej: ta ostatnia ulega pomniejszeniu, ta pierwsza zas 
powiejtszeniu poprzez odleglosc. 

Natura osnula wszystkie rzeczy zewnejxznym polorem piqkna, niczym delikatna, rozperlona, na 
niebieskich sliwkach rosa,. Malarze i poeci dokladaja, wszelkich staran, by go zdja,c, a potem - osobno 
nagromadzony - ofiarowac nam do wygodnego i przyjemnego uzytkowania. Wtedy spijamy go 
lapczywie, juz przed swoim wkroczeniem w realne zycie. Gdy jednak pozniej w nie wkraczamy, staje 
sie, oczywiste, ze rzeczy sa,teraz w naszych oczach ogolocone z owego poloru piejma, jakim osnula je 
natura: artysci bowiem go calkowicie zuzyli, my zas mielismy juz jego przedsmak. Wskutek tego 
rzeczy wydaja, sie, nam teraz przewaznie nieprzyjazne i niepowabne, ba, cze,sto budza, w nas wstrqt. 
Przeto byloby chyba lepiej pozostawili na nich 6w polor, abysmy go sami znajdowali; wprawdzie nie 
cieszylibysmy sie, nim w tak duzych dawkach, skumulowanym i podanym za jednym zamachem w 
formie obrazow czy wierszy, w zamian jednak widzielibysmy wszystkie rzeczy w owym jasnym i 
radosnym swietle, w jakim widzi je jeszcze od czasu do czasu tylko czlowiek pierwotny, ktory nie 
rozkoszowal sie, z gory - za posrednictwem sztuk piejmych - estetycznymi radosciami i powabem 
zycia. 

Katedra w Moguncji, tak oslonie,ta szczelna, zabudowe, domow, ze znika,d nie da sie, ogarna,c w 
calosci wzrokiem, stanowi dla mnie symbol wszelkiej wznioslej i piejmej rzeczy na tym swiecie, 
ktora winna by istniec tylko przez wzglaxl na siebie sama,, wkrotce jednak zostaje naduzyta dla 
zaspokojenia zglaszaja,cej sie, zewsza,d potrzeby, aby sie, o nia, oprzec, wesprzec sie, na niej, tak ze sie, 
ja, w ten sposob zakrywa i niszczy. Nie jest to oczywiscie nic osobliwego w tym swiecie niedoli i 
potrzeby, ktorym przeciez wszystko musi wsze,dzie niewolniczo shizyc, i ktore wszystko sobie 
przywlaszczaja^ by uczynic z tego swe narze,dzie; nie wytaczajax nawet tego, co moglo bye tylko 
wytworzone przy ich chwilowej nieobecnosci: piejma i poszukiwanej dla niej samej prawdy. 

Wyjasnienie i potwierdzenie tego znajdujemy zwlaszcza rozwazaja,c instytuty - male i wielkie, 
bogate i biedne -ktore zakladano w roznych krajach i epokach dla zachowywania i wspierania 
ludzkiej wiedzy, i w ogole uszlachetniaja,cych nasz ludzki rod daznosci intelektualnych. Wsze,dzie tu 
wkrada sie, niezabawem brutalna zwierze,ca potrzeba, by pod pozorem che,ci sluzenia owym celom 
zawladna,c przeznaczonymi na to srodkami. Jest to zrodlo szarlatanerii, jaka,mozna cze,sto znalezc we 



31 



wszystkich dziedzinach; istota jej - jakkolwiek rozne bylyby jej formy - polega na tym, iz nie 
troszcza^c si$ o rzecz sama^ . uganiamy si$ tylko za jej pozorem, a to dla naszych wlasnych, 
osobistych, egoistycznych celow materialnych. 

Kazdy bohater jest Samsonem: silacz ulega chytrosci tlumu slabych. Jesli traci w koncu 
cierpliwosc, przygniata ich oraz siebie; lub tez jest po prostu Guliwerem wsrod Liliputow, ktorych 
przewazajaxa liczba go ostatecznie przecia_ga. 

Pewna matka dala do czytania swym dzieciom - dla ich edukacji i ulepszenia - bajki Ezopa. 
Wkrotce jednak zwrocily one ksiajzkQ, przy czym najstarsze odezwalo siQ przema^drzale: „To nie 
ksiazka dla nas! Jest o wiele za glupia i dziecinna. Nie damy siq juz nabrac, jakoby lisy, wilki i kruki 
umialy mowic; juz dawno wyroslismy z takich zarcikow!" Ktoz nie rozpozna w tych obiecuja^cych 
chlopcach przyszh/ch oswieconych racjonalistow? 

Stado Jezozwierzy stoczylo siq pewnego mroznego dnia zimowego w zbita^ gromadk^, aby przez 
wzajemne ogrzanie ustrzec siQ przed przemarzniQciem. Wkrotce jednak odczuty nawzajem swe 
kolce, co kazalo im si^ znowu od siebie oddalic. Gdy potrzeba ogrzania znowu je ku sobie 
przywiodla, to drugie zlo si^ powtorzylo, tak ze miotaly si^ mie^dzy oboma cierpieniami, az odkryly 
w koncu posrednia odleglosc, w jakiej mogly najlepiej znosic swa^ obecnosc. - Tak lez potrzeba 
towarzyskosci, wynikla z pustki i monotonii wlasnego wnejrza, popycha ludzi do wzajemnych 
kontaktow; ale cala wielosc odrazaja^cych cech i nieznosnych wad odpycha ich znowu od siebie. 
Posrednie odlegloscia^ Jaka^ w koncu odkrywaja^ i przy ktorej mozliwe jest wspolzycie, jest 
uprzejmosc oraz dobre obyczaje. Kogos, kto nic trzyma siQ w tej odleglosci, napomina siQ w Anglii 
slowami: keep your distance - Na mocy tej odleglosci potrzeba wzajemnego ogrzania znajduje 
wprawdzie tylko niepelne zaspokojenie, w zamian jednak nic odczuwa si^ uklucia kolcow. Ten 
wszakze, kto ma duzo wlasnego, wewnejrznego ciepla, woli siQ trzymac z dala od towarzystwa, by 
nie sprawiac soba^ ani tez nie doswiadczac samemu ucia^zliwosci. 



Pobrano ze strony: Internetowe Imperium Ksiqzki http://www.iik.pl